"Plany rozmieszczenia elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach są nieadekwatne do istniejących zagrożeń" - upiera się minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow po powrocie z Waszyngtonu. Nie dał się przekonać władzom USA, że system obrony przeciwrakietowej uchroni Europę przed pociskami, które mogłyby nadlecieć z Bliskiego Wschodu.

Wiadomo, że chodzi przede wszystkim o rakiety irańskie. Bo Teheran, mimo napomnień i sankcji ONZ, nie przerwał programu atomowego. Amerykanie obawiają się, że w ciągu kilka lat Irańczycy zbudują bombę atomową.

Ale prezydent Rosji bagatelizuje sprawę. Ich rakiety nie są w stanie dolecieć do Europy - twierdzi.

"Nasi specjaliści nie sądzą, że systemy obrony przeciwrakietowej rozwijane w krajach Europy Wschodniej są przeznaczone do zapobiegania zagrożeniom ze strony Iranu czy jakichś terrorystów" - zaznaczył stanowczo Władimir Putin na ostatniej konferencji. I od razu dorzucił, że na ulokowanie tarczy w Polsce Rosja zareaguje "kontrposunięciami".

20 stycznia Waszyngton oficjalnie wystąpił do władz czeskich o zgodę na umieszczenie na terytorium Czech bazy rakietowej. Druga część amerykańskiej tarczy - wyrzutnie rakiet przechwytujących - miałaby stanąć w Polsce. Gdzie dokładnie? Tego jeszcze nie wiadomo. Ministerstwo obrony bierze pod uwagę kilka lokalizacji.