Mało tego, ekolodzy mogli także zamordować jednego z japońskich marynarzy. Bo po staranowaniu na statku "Nisshin Maru" wybuchł pożar. Eksplozja wyrzuciła jednego z członków załogi do lodowatych wód. I, choć dalej szuka go marynarka australijska i nowozelandzka, to nikt nie ma złudzeń: mężczyzna nie żyje.
Na pomoc japońskiej jednostce płyną okręty wojenne z Australii. Wszyscy chcą uratować statek, zanim setki ton ropy czy innych chemikaliów trafią do lodów Antarktyki. Bo skażenie będzie trudne do usunięcia.
Władze Nowej Zelandii i Australii są wściekłe na ekologów, którzy przez swą bezmyślność mogą doprowadzić do poważnego skażenia. Już zapowiedziały, że oskarżą każdą bandę, która będzie próbowała taranować wielorybników.
Wszystko przez szaleńców z Greenpeace i Sea Shephard. Uznali, że taranując japoński statek, zmuszą kapitana do skończenia z polowaniem na wieloryby. Okazało się jednak, że zwierząt nie uratowali, a mogą jeszcze doprowadzić do ogromnego skażenia.