300m długości, kilkadziesiąt samolotów bojowych na pokładzie i siła uderzeniowa równa amerykańskiej flocie z II wojny światowej. Oto USS George Herbert Bush, najnowszy amerykański lotniskowiec, który dzisiaj przeszedł chrzest morski
"Jest nie do zatrzymania i nie ugnie się przed nikim. Powinien raczej dostać imię Barbara, po mojej matce, a nie po ojcu" - żartował prezydent USA George Bush, gdy jego ojciec rozbijał butelkę szampana o kadłub okrętu. Lotniskowiec klasy Nimitz, najpotężniejszy taki okręt na świecie, ma wejść do służby za rok. Trzeba przecież dokończyć budowę systemów elektronicznych i wyszkolić pilotów.
To drugi okręt, który nosi imię po, jeszcze żyjącym, byłym prezydencie USA. Pierwszy był USS Ronald Reagan. Bo do tej pory Amerykanie zwykle nazywali okręty imionami swych zmarłych przywódców czy admirałów. Tradycję zmienił dopiero obecny prezydent. A Demokraci żartują, że to jedyne, co Bush mógł zrobić, by ktoś pamiętał jego ojca.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|