Dyplomaci w ambasadzie chronieni są nie tylko przez amerykańskich marines, ale również przez prywatnych ochroniarzy. Do tego pilnują ich setki najnowszych urządzeń elektronicznych i systemów zabezpieczeń, które mają uniemożliwić zamachowcom wtargnięcie na teren obiektu.

Wszystko to kosztuje. Na utrzymanie placówki Departament Stanu wydaje prawie miliard dolarów rocznie, to 20 razy więcej niż np. na placówkę w Pekinie - pisze "Washington Post".

Co ciekawe, ambasada, według gazety, nie spełnia swojego zadania. Irakijczycy boją się do niej przychodzić z obawy przed zemstą terrorystów, a dyplomaci boją się z niej wychodzić. Słowem - budynek jest tak na prawdę twierdzą.

Ale pracownicy nie narzekają. "Nawet jeśli nie możemy poruszać się tak swobodnie, jak w europejskiej stolicy, nie znaczy to, że nie możemy wykonywać swojej pracy" - twierdzi anonimowy pracownik MSZ w Waszyngtonie.