Abdulach i inni przywódcy boją się, że uzbrojeni w atom szyici rozpętają na Bliskim Wschodzie świętą wojnę wymierzoną nie tylko w Amerykanów czy Izrael. Na ich celowniku mogą się znaleźć przede wszystkim sunnici, czyli odłam islamu, który Teheran uważa za herezję. Dlatego wierzą, że jedyną szansą na powstrzymanie szalonych ajatollahów jest własna bomba atomowa. Bo groźba odwetu powstrzyma Iran przed atakiem.
Arabowie szukają już pomocy w organizowaniu broni atomowej. Dlatego prezydent Rosji Władimir Putin był przyjmowany w Rijadzie ze wszystkimi honorami. Bo, o ile Amerykanie są przeciw rozprzestrzenianiu się broni jądrowej, to Rosji jest wszystko jedno. Moskwa może sprzedać technologie każdemu, kto ma dolary. A Arabowie są w stanie zapłacić za atom bardzo dużo.
Śladem Arabii Saudyjskiej chcą pójść także inne kraje. Nikt nie chce przecież, by jego państwo stało się celem dla irańskiego dżihadu.