Maszyny nie będą więc zaprogramowane, by strzelać do ludzi a... do trzymanej przez nich broni. Tak więc bezzałogowe samoloty nie ostrzelają człowieka, a karabin, który przeciwnik trzyma w ręku. A że od serii strzałów zginie także człowiek? To coś w rodzaju "efektu ubocznego". Ale wszystko zgodnie z prawem i wszelkimi konwencjami - przecież maszyny nie celowały w człowieka.
Pomysł przedstawił John Canning, główny inżynier do spraw uzbrojenia marynarki USA. Ale jego idee podchwycili już inni amerykańscy dowódcy. Dla nich to bardzo wygodne rozwiązanie - w przyszłości będą mogli wysłać na front oddział robotów, a maszyny już same zrobią, co trzeba.
Dziennikarz. Zaczynał w „Super Expressie”, w Dziennik.pl od samego początku istnienia portalu, czyli kwietnia 2006. Obecnie jest wydawcą i redaktorem Newsroomu, zajmuje się także działem Technologie. W czasie wolnym gra w gry komputerowe oraz maluje figurki do Warhammera. Uwielbia koty.
