To nic, że ludzie umierają z głodu, a państwo żyje tylko dzięki dostawom żywności z Chin. To nic, że świat próbuje powstrzymać Kim Dzong Ila, by ten nie dostał w swe ręce bomby atomowej. Koreański dyktator w ogóle sie tym nie przejmuje. I nadal dba o to, w czym Phenian jest światowym liderem - o propagandę. Trzeba pokazać, że ludzie wciąż kochają komunizm - nawet jeśli ryż widzą raz na miesiąc.
Dlatego na obchody urodzin "Ukochanego Przywódcy" spędzono tysiące osób. Koreańczycy z Północy musieli mozolnie uczyć się trudnych układów tanecznych. Wszyscy wiedzieli, że nie ma miejsca na błąd. Bo pomylony krok może zaprowadzić do koreańskich obozów koncentracyjnych.
Obchody robią duże wrażenie, choć za uśmiechniętymi tancerzami skryte są umierające z głodu dzieci.