Kasparow był jednym z 200 Rosjan, którzy trafili dziś w ręce moskiewskiej milicji. Cała operacja tłumienia antyputinowskiej demonstracji była doskonale przygotowana. Tysiące funkcjonariuszy ze specjalnych oddziałów do tłumienia zamieszek oraz z oddziałów ministerstwa spraw wewnętrznych otoczyły plac Puszkina, gdzie zgromadzili się protestujący - przeciwnicy prezydenta Władimira Putina.
Do placu nie mogli dotrzeć nawet zwykli mieszkańcy Moskwy czy turyści. Każdy, kto chciał tamtędy przejść, był zawracany. Demonstranci byli zatrzymywani i wrzucani do więziennych autobusów.
Wszystko przez to, że władze nie wydały zgody na demonstrację. Dlatego uznały wiec za nielegalny, buntowniczy i antypaństwowy. Trzeba więc go było ostro i szybko stłumić. Protestujący jednak nie poddali się. Poszli na dalekie przedmieścia Moskwy, gdzie władze łaskawie pozwoliły im protestować. Tyle że tam nie było kamer i dziennikarzy ani zwykłych Rosjan. I ciężko było dotrzeć ze swym przesłaniem
Nic dziwnego, że o wiele więcej ludzi demonstrowało na innym wiecu, proputinowskim, zorganizowanym przez młodzieżówkę. Tam setki osób wiwatowały na cześć rosyjskiego przywódcy, a
milicja nawet zachęcała każdego, kto przechodził obok, by dołączył do uroczystości.