Renty nie dostaną jednak wszyscy. Krąg uprawnionych ograniczono do osób, które nie mają wysokich dochodów. Dlatego świadczenia otrzyma tylko około 40 tysięcy poszkodowanych.
"Ta decyzja jest wyraźnym sygnałem, że demokracja nie zapomina o swoich bojownikach" - powiedział jeden z twórców ustawy, były wschodnioniemiecki opozycjonista Arnold Vaatz (CDU). Dodał, że wstydzi się tego, iż ofiary musiały czekać 17 lat na zadośćuczynienie, a wiele z nich nie dożyło tej chwili.
Vaatz nazwał sytuacją nie do zniesienia to, że byłym funkcjonariuszom NRD-owskiego reżimu powodzi się dziś lepiej niż ich ofiarom. Po 1990 roku niemieckie władze podjęły szereg decyzji o ograniczeniu świadczeń emerytalnych dla byłych pracowników NRD-owskiego aparatu, jednak sądy anulowały większość tych uregulowań.
Stowarzyszenia reprezentujące ofiary komunistycznej dyktatury uznały decyzję Bundestagu za "krok we właściwym kierunku". Ich zdaniem wsparcie finansowe powinni dostać wszyscy byli więźniowie, a nie tylko osoby o niskich dochodach. Stowarzyszenia Ofiar Stalinizmu szacuje, że w Niemczech żyje obecnie około 130 tysięcy byłych więźniów.