W obu pociągach jechało po kilkaset osób. Czy maszynista był roztargniony, czy dostał złe wskazówki - to wyjaśni policyjne śledztwo. Wszystko wydarzyło się w niedzielę przy stacji Camden Town. W tym samym miejscu, gdzie cztery lata temu pociąg wjechał w ścianę. Wtedy rannych zostało siedem osób.
Tym razem na szczęście obyło się bez ofiar, choć było o krok od tragedii. Jak pisze brytyjski dziennik "Daily Mail", na stacji Camden Town do pociągu linii północnej wsiadł nowy maszynista. Ale z jakiegoś powodu - ze złej strony pociągu. Nie zauważył znaku stop, który był przy wjeździe do tunelu, i ruszył pod prąd.
Tymczasem w tunelu na wjazd na stację czekał drugi pociąg. Na szczęście maszynista, który jechał pod prąd, nie rozpędził w pełni swojego składu. Jechał niewiele ponad 20 km/godz. Nagle zobaczył światła drugiego pociągu. Zaczął hamować. Udało mu się zatrzymać niewiele ponad 20 metrów od stojącego składu. Gdyby się zderzyły, byłoby wielu rannych, a pewnie i zabitych.
Jedyną osobą, która ucierpiała, jest maszynistka ze stojącego pociągu. Kobieta jest w szoku.
O włos od wielkiej tragedii w londyńskim metrze. Jeden z maszynistów pomylił się i wsiadł do kabiny na niewłaściwym końcu pociągu. Potem ruszył pod prąd. Tylko ostre hamowanie uchroniło go przed zderzeniem z pociągiem, który był już w tunelu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Powiązane
Reklama
Reklama
Reklama