W obchodach wziął udział prezydent Chin Hu Jintao, ale nawet się nie zająknął, kiedy w Hongkongu wprowadzone zostanie demokratyczne prawo wyborcze. Powiedział jedynie, że demokracja powinna rozwijać się w "uporządkowany sposób", i że "społeczna harmonia i stabilizacja" są istotne dla prowadzenia dobrych interesów.
W niedzielę tysiące ludzi maszerujących ulicami wśród biurowców i drapaczy chmur domagało się większej demokracji - tylko połowa składu 60-osobowej Rady Legislacyjnej, lokalnego parlamentu Hongkongu, jest wyłaniana w wyborach. A kiedy Brytyjczycy oddawali Pekinowi tę kolonię, zastrzegli, że ma tam być demokracja. I Chińczycy zapewniali, iż tak będzie. Nawet wymyślono na tę okoliczność hasło: "jedno państwo, dwa systemy".
Ale obietnice sobie, a życie sobie. Przez 10 lat władze chińskie stopniowo ograniczały demokrację. Pekin postawił na rozwój gospodarczy. I to się udało. Hongkong jest jedną z najbardziej wolnych gospodarek świata, a pod względem konkurencyjności zajmuje trzecie miejsce.