Dziennik Gazeta Prawana logo

Zginął policjant chroniący Busha

5 listopada 2007, 23:16
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Ochrona prezydenta USA to zadanie ogromnie ryzykowne. Najpotężniejszy człowiek świata ma wielu wrogów. Dlatego jego kawalkada jeździ bardzo szybko. Łatwo wtedy o wypadek. Kiedy Bush jechał na lotnisko w stanie Nowy Meksyk, zginął policjant. Zawadził kołem motocykla o krawężnik.

Nie wiadomo, z jaką prędkością kawalkada jechała w poniedziałek. Ale pewnie bardzo szybko, skoro doświadczony 40-letni policjant zawadził o krawężnik. A potem z dużą siłą uderzył w drzewo. Lekarze, którzy jechali w kawalkadzie, próbowali go uratować. Niestety, policjant zmarł.

Bush jechał w kawalkadzie na lotnisko w Albuquerque w stanie Nowy Meksyk. Ochraniało go kilkunastu policjantów. Część była na motorach.

Od razu po wypadku Bush wydał oświadczenie i zadzwonił do wdowy po policjancie. Powiedział, że jest dumny z amerykańskich policjantów, którzy ryzykują życie, by chronić swojego prezydenta. Wdowie złożył kondolencje. Pocieszył też nastoletnie córki, które osierocił policjant.

To nie pierwszy taki wypadek za kadencji Busha. W listopadzie ubiegłego roku podczas wizyty Busha na Hawajach także zginął policjant z kawalkady. Dwóch innych zostało rannych.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj