Na konferencji prasowej w Rzymie premier wiele mówił o swych czterech toczących się jednocześnie w Mediolanie procesach i zapewniał, że proponowane zmiany funkcjonowania włoskiego wymiaru sprawiedliwości i jego modernizacji nie mają nic wspólnego z jego sprawami karnymi.

Reklama

"Chciałem tej reformy od 1994 roku" - mówił szef rządu, przywołując datę swego wejścia na scenę polityczną we Włoszech. "Nareszcie - oświadczył - udaje nam się zrealizować fundamentalny punkt naszego programu".

Berlusconi wyraził przekonanie, że gdyby reforma ta została wcześniej wprowadzona, "prawdopodobnie nie byłoby tej powodzi, inwazji sądownictwa na politykę i tych sytuacji, które w historii ostatnich 20 lat doprowadziły do zmian rządów, przekreślenia klasy politycznej w 1993 roku.". "I przede wszystkim nie doszłoby do trwającej obecnie próby doprowadzenia do obalenia rządu na drodze sądowej" - dodał.

"To nie jest reforma ad personam, ale leży w interesie wszystkich Włochów" - zapewnił Berlusconi. Powiedział też, że będzie stawiał się w sądzie na swych procesach, aby się bronić.

Położył nacisk na to, że celem reformy jest zapewnienie wszystkim sprawiedliwego procesu, tak, by trwał on "rozsądną ilość czasu" oraz by zagwarantowano "równość między obroną oraz oskarżeniem" i "wysłuchanie wszystkich świadków, których chce powołać obrona".

Szef włoskiego rządu mówił, że chce uniewinnienia przez sąd, a nie przez ustawy.

"Nigdy nie byłem zainteresowany takimi ustawami w dziedzinie sprawiedliwości, skoro przysięgałem publicznie na moje dzieci oraz wnuki, że żaden, ale to absolutnie żaden z procesów ani faktów, na podstawie których je wytaczano bez przerwy w ciągu 17 lat, nie jest uzasadniony" - oznajmił Berlusconi.

I podkreślił: "Uważam, że mogę domagać się uniewinnienia w procesach, jak to stało się 24 razy w 30 procesach, które zorganizowano przeciwko mnie".

Berlusconi argumentował, że jego adwokaci więcej dni spędzili w sądzie niż on był u władzy, i to mimo że "rządził najdłużej".

"Śmieszne jest oskarżanie mnie o to, że się nie broniłem" - mówił Berlusconi. Powtarzając, że będzie stawiał się na poniedziałkowych rozprawach w Mediolanie, premier dodał: "Sądzę, że odniosę niemałą satysfakcję i przede wszystkim wyjaśnię Włochom, jak sprawy mają się naprawdę".

Zaaprobowany w czwartek przez rząd projekt reformy wymiaru sprawiedliwości przewiduje między innymi rozdzielenie karier sędziów i prokuratorów, wprowadzenie możliwości pociągania sędziów i prokuratorów do odpowiedzialności za popełnione przez nich błędy i powołanie niezależnego trybunału do rozpatrywania takich przypadków.

Rząd uważa te zmiany za "epokowe". Minister sprawiedliwości Angelino Alfano poinformował zaś, że zmiany nie będą dotyczyć trwających procesów.

Przeciwko reformie protestuje Krajowe Stowarzyszenie Sędziów, według którego jest ona wymierzona w sędziów, by ich "ukarać", i podważa autonomię sądownictwa.

Rozdzielenie karier sędziów i prokuratorów Berlusconi podsumował zaś następująco: "Od tej pory prokurator by porozmawiać z sędzią będzie musiał się zachowywać tak, jak adwokaci: umówić się na spotkanie i wejść z czapką w ręku, po prośbie do jego gabinetu".

Reformę wymiaru sprawiedliwości ostro krytykuje lider opozycyjnej centrolewicowej Partii Demokratycznej Pier Luigi Bersani, wyrażając przekonanie: "Jak zwykle nasz kraj jest zaprzątany priorytetami politycznymi i osobistymi Berlusconiego, a nie tymi prawdziwymi narodu".

Reklama