Dziennik Gazeta Prawana logo

Hiszpańscy socjaliści ostrzegają - prawica zabije gospodarkę

2 października 2011, 19:54
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Kandydat hiszpańskich socjalistów na premiera Alfredo Perez Rubalcaba zamykając w niedzielę kongres przedwyborczy swej partii ostrzegł przed "nadmiernymi oszczędnościami" w wydatkach socjalnych, które "zamiast łagodzić kryzys prowadzą do jego pogłębiania".

"Skąd wziął się nieszczęsny pomysł, że po to, aby ożywić gospodarkę, należy tak ciąć wydatki na zdrowie i edukację, redukować podstawowe służby publiczne?" - mówił człowiek numer dwa w rządzie hiszpańskich socjalistów, krytykując program konserwatywnej Partii Ludowej, która wysoko prowadzi w przedwyborczych sondażach.

Rubalcaba, najbardziej lubiany dziś przez wyborców hiszpański polityk, który swą popularność zawdzięcza m.in. sukcesom, jakie odniósł w walce z terrorystami z ETA jako minister spraw wewnętrznych, ostrzegł przed "przesadą w oszczędnościach".

Hiszpańskie bezrobocie, najwyższe w rozwiniętych krajach Europy, wynosi dziś 20,89 proc. Oszczędności są niezbędne, ale "łatwo przesadzić"; jeśli "przedobrzymy z cięciami finansowymi" - dowodził Rubalcaba - bezrobocie wzrośnie jeszcze bardziej, co uderzy w rynek wewnętrzny i będzie powodowało dalsze kurczenie się gospodarki.

Kandydat socjalistów w przyspieszonych wyborach wyznaczonych na 20 listopada (w ustawowym terminie miały się odbyć w marcu przyszłego roku) energicznie bronił "prawa do ochrony zdrowia i edukacji".

Socjaliści, jak wynikało z jego deklaracji, przeprowadzą kampanię wyborczą pod hasłami walki z "niesprawiedliwością społeczną".

Sytuację w Hiszpanii w ósmym roku nieprzerwanych rządów PSOE Rubalcaba, nie odnosząc tego bezpośrednio do premiera Jose Luisa Rodrigueza Zapatero, ocenił bardzo krytycznie. Powiedział, że po trzech "strasznych miesiącach galopującego kryzysu" obywatele "stracili wiarę" i powróciła atmosfera "niepewności i strachu", jaka panowała w 2008 roku.

Rubalcaba zapewnił, że socjaliści są zdecydowani doprowadzić do redukcji hiszpańskiego deficytu publicznego. Jeśli wygrają wybory - obiecał - administracja będzie tworzyć miejsca pracy za pomocą publicznych funduszy pochodzących "od tych, którzy mają najwięcej".

Kandydat socjalistów wskazał najbogatszych Hiszpanów, banki i wielkie przedsiębiorstwa, które dysponują "nadzwyczajnymi środkami", jako tych, którzy powinni tworzyć miejsca pracy.

Zapowiedział wzmocnienie instytucji powołanych do walki z oszustwami podatkowymi.

Powiedział, że skoro zdołał dzięki szerokiemu poparciu wydać decydującą wojnę ETA, ma nadzieję na stanowisku premiera doprowadzić do "wielkiego porozumienia w sprawie zatrudnienia".

Socjaliści mimo zmiany lidera i wycofania się dotychczasowego szefa rządu, Zapatero, z ponownego kandydowania na stanowisko premiera tracą coraz bardziej w sondażach wyborczych. Ostatni, którego wyniki ogłoszono w niedzielę, zapowiada, że gdyby wybory odbyły się obecnie, konserwatywna Partia Ludowa uzyskałaby 47,4 proc. głosów, podczas gdy socjaliści 31,8 proc.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj