Znany do tej pory jedynie w wąskim kręgu graczy 35-letni skomny mężczyzna z dnia na dzień stał się gwiazdą całych Czech. Jego finałowe rozgrywki z Amerykaninem Benem Lambem i Niemcem Piusem Heinzem w hotelu Rio w Las Vegas śledziło na żywo 1500 osób, w tym jego rodzice. O sukcesie piszą wszystkie czeskie gazety i mówią wszystkie stacje radiowe i telewizyjne.

Reklama

Ubrany w kraciastą koszulę Staszko rozpoczął grę ze swymi rywalami mając do dyspozycji najmniejszą z finalistów liczbę żetonów. W grze z Lambem podwoił ją, ale później uległ Heinzowi.

Pojedynek z Niemcem wyglądał jak partia szachów; trwał sześć godzin, a żetony wędrowały z jednego końca stołu, na drugi. Ostatecznie Heinz wygrał.

Staszko, zapytany przez dziennikarzy, co zrobi z wygraną sumą, odpowiedział, że przeznaczy ją na podróże. "15 proc. oddam fiskusowi - zauważył, przypominając o obowiązującym w Czechach podatku od wzbogacenia się. - A za pozostałą sumę będę podróżował. Jest jeszcze wiele miejsc, w których nie byłem; chciałbym zobaczyć Australię, Azję, Afrykę".



Jak zauważył, nic więcej nie planuje. Nadal będzie żył w mieszkaniu w Trzyńcu (na Zaolziu), jeździł starym samochodem i chodził do zwykłych gospód.

Przyznał też, że być może już nigdy nie powtórzy swego sukcesu, ale nie zamierza rezygnować z pokera. "Motywacji nie tracę - powiedział. - Gra wciąż mnie bawi i wierzę, że jeszcze jakiś większy turniej wygram".

Staszko urodził się w polskiej rodzinie w Trzyńcu. Uczęszczał tam do 1. Polskiej Szkoły Podstawowej, skończył też gimnazjum z polskim językiem nauczania. Po ukończeniu politechniki w Ostrawie zatrudnienie znalazł w trzynieckiej hucie stali, a potem w zakładach samochodowych Hyunday w Noszowicach.

Od dawna interesował się różnymi grami, zarówno karcianymi, jak i planszowymi. Pokerem zawodowo zajął się w 2008 roku.

O podejściu do życia Martina Staszka wiele mówi anegdota przytaczana na stronach internetowych dziennika "Hospodarzske noviny". Jak wspomina gazeta, jego dziadek był zapalonym hazardzistą i mały Staszek oglądał, jak grywał w karty w gospodzie. Kiedy nauczycielka zapytała się, co on sam chciałby robić w przyszłości, bez wahania odpowiedział: "Chciałbym być emerytem, tak jak mój dziadek, i całe życie grać w karty".

Reklama

Z Trzyńca pochodzi również znana czesko-polska piosenkarka Ewa Farna.