Dwa duże holenderskie miasta, Haga i Rotterdam, znalazły sposób, jak pozbyć się niechcianych przybyszy z Bułgarii i Rumunii. Urzędnicy sprawdzą, w jakich warunkach mieszkają imigranci. Jeśli w złych, nie dostaną numeru NIP, bez którego nie znajdą pracy ani nie otrzymają zasiłku.
- mówiła niedawno dziennikowi „Trouw” minister pracy Rumunii Mariana Câmpeanu. Z badań socjologicznych wynika, że 81 proc. Holendrów nie chce otwarcia rynku pracy dla obywateli obu państw, a 73 proc. uważa, że gdy do tego dojdzie, zwiększy się liczba kradzieży i rozbojów.
Lokalni politycy z obu miast idą w ślad za nastrojami społecznymi. Zwłaszcza że są naciskani przez ksenofobiczną Partię na rzecz Wolności, która wprost domagała się, m.in. dla Polaków, zakazu osiedlania się w Hadze. - mówił dziennikowi „Algemeen Dagblad” rotterdamski radny Hamit Karakus, co ciekawe, sam wywodzący się z rodziny imigrantów z Turcji. Obecnie imigranci ze wszystkich państw UE dostają numer ubezpieczenia społecznego i NIP praktycznie automatycznie. – Chcemy ten proces odwrócić – mówił Karakus.
Wicepremier Lodewijk Asscher ostrzegł oba samorządy, że w razie wprowadzenia od 1 stycznia 2014 r. restrykcji wobec obu narodów złamią one prawo. Polityk ten wcześniej zasłynął jednak z oświadczeń wymierzonych wprost w przybyszy z biedniejszych państw Unii Europejskiej. - mówił podczas wrześniowej specjalnej konferencji na ten temat. Oficjalnie jednak kampania Asschera jest wymierzona w nieuczciwych pracodawców, którzy nie respektują praw zatrudnionych imigrantów.
Holenderska monarchia należy do państw najbardziej sceptycznych wobec nowych państw członkowskich Unii Europejskiej. To Amsterdam najbardziej zdecydowanie blokuje poszerzenie strefy Schengen o Bułgarię i Rumunię. Oba te kraje weszły do UE niemal siedem lat temu, a mimo to pod tym względem wciąż są traktowane jako członkowie drugiej kategorii. Wzrost nastrojów antyimigranckich to częściowy skutek rosnącego w Holandii bezrobocia. Bez pracy pozostaje tu 7 proc. mieszkańców. To wciąż poniżej średniej unijnej (10,9 proc.), ale zarazem trzykrotnie więcej niż przed kryzysem.
Dziennikarz „Dziennika Gazety Prawnej” od powstania tytułu w 2009 r. Wcześniej pracował w „Dzienniku”.
Absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej. Współautor książek: „Wilki żyją poza prawem. Jak Janukowycz przegrał Ukrainę” (2015), „Kryształowy fortepian. Zdrady i zwycięstwa Petra Poroszenki” (2016), „Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu” (2020), „Partyzanci. Dziennikarze na celowniku Łukaszenki” (2021).
Laureat nagród dziennikarskich: Belarus in Focus 2012, Grand Press 2018 w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne, Nagrody im. Dariusza Fikusa 2019.
Mówi po angielsku, rosyjsku, ukraińsku i białorusku, uczył się również chorwackiego, esperanto, greckiego, japońskiego, niemieckiego i rumuńskiego.