Według sondaży ponad połowa Łotyszy chciałaby nadal płacić narodową walutą. Na pożegnalne zakupy z łatem w portfelu wybrała się do centrum handlowego w Rydze Ania, które przekonuje w rozmowie z IAR, że euro nic dobrego jej nie przyniesie.

- Nam w życiu nic się nie zmieni po za tym, że będziemy płacić więcej. Sprzedawcy będą przeliczać waluty na swoją korzyść i będzie drożej - uważa. 

To tak zwany efekt cappuccino, czyli zaokrąglanie w górę cen wielu podstawowych towarów, który zepsuł już wcześniej nastroje Włochów i Niemców.

Barmanka Alina przekonuje reportera IAR, że w jej kawiarni od kilku miesięcy ceny są podawane już w łatach i euro a filiżanka cappuccino niezmiennie kosztuje w przeliczeniu osiem i pół złotego.

Łotewskie Centrum Obrony Praw Konsumentów alarmuje jednak, że rośnie liczba naruszeń przepisów dotyczących wprowadzania euro.

Od trzech miesięcy na Łotwie obowiązują podwójne ceny - w łatach i euro. Do grudnia przeprowadzono ponad 7500 kontroli cen w sklepach. Naruszenia wykryto w ponad 40 procent przypadków.

Rząd uspokaja i przypomina, że gdy trzy lata temu Estonia przyjęła wspólną walutę, ceny wzrosły tylko o 0,2 procent.