Brytyjska prasa podejrzewa, że 47-letni Moazzam Begg z Birmingham może być pośrednikiem między brytyjskimi służbami specjalnymi a Islamskim Państwem w rokowaniach o zwolnienie pojmanych w Syrii zakładników. Kłóciłoby się to z oficjalnie głoszoną zasadą, że brytyjski rząd nie negocjuje z terrorystami.

Reklama

Moazzam Begg jest założycielem i dyrektorem broniącej praw więźniów organizacji Cage i apelował do islamistów o zwolnienie czekającego na egzekucję w Syrii Brytyjczyka Alana Henninga.

W najbliższy poniedziałek Begg miał stanąć przed sądem za szkolenie terrorystów w Syrii. Prokuratura odstąpiła jednak w środę od ścigania, ujawniając tylko, że wywiad pokazał jej nowe dokumenty, które uniemożliwiły proces. Dziennik "The Guardian" twierdzi, że oskarżony pozostawał w kontakcie z wywiadem przed i po swojej podróży do Syrii w zeszłym roku.

Moazzam Begg ma jednak niezaprzeczalnie radykalny rodowód i poglądy. Spędził trzy lata w amerykańskim obozie w Guantanamo na Kubie. Potem występował wielokrotnie z krytyką brytyjskiej i amerykańskiej polityki wobec islamistów i nie krył, że pojechał do Syrii, aby pomagać opozycji walczącej z prezydentem Assadem.