Tureckie ministerstwo spraw zagranicznych oznajmiło, iż ofensywa będzie kontynuowana aż do "wyeliminowania ryzyka", a także, że oczekuje, iż spełniona zostanie obietnica Waszyngtonu, że walczący w Syrii kurdyjscy bojownicy z Ludowych Jednostek Samoobrony (YPG) wycofają się na wschód od Eufratu. Również prezydent Recep Tayyip Erdogan powiedział, że
Turcja uważa YPG za organizację terrorystyczną powiązaną z Partią Pracujących Kurdystanu (PKK) i walczy zarówno z YPG, jak i ich sojusznikami. Bojowników YPG, którzy są bardzo skuteczną siłą walczącą z Państwem Islamskim w Syrii, wspierają Stany Zjednoczone. Erdogan dodał, że turecka armia staje się , co było aluzją do szeroko zakrojonych czystek w siłach zbrojnych, jakie Ankara rozpoczęła po nieudanym lipcowym zamachu stanu.
Ankara zareagowała we wtorek na krytykę ze strony USA oraz NATO. W poniedziałek Pentagon i Biały Dom ostrzegły, że nieskoordynowane operacje i działania wojenne Turcji w północnej Syrii utrudniają walkę z Państwem Islamskim. Pentagon wezwał Turcję i niektóre ugrupowania syryjskie, by przestały zwalczać się nawzajem.
Zastępca prezydenckiego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego Ben Rhodes powiedział, że Biały Dom jest przeciwny tureckiej ofensywie na terytoria w północnej Syrii kontrolowane przez ugrupowania wspierane przez Waszyngton.
We wtorek szef centralnego dowództwa USA generał Joseph Votel, który prawdopodobnie usiłował załagodzić napięcia między Ankarą a Waszyngtonem, oznajmił, że i poinformował o zawieszeniu broni między siłami tureckimi i YPG. Generał Votel podkreślił też, że w walce z Państwem Islamskim konieczna jest współpraca zarówno z Turcją, jak i sojuszem Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF).
Wkrótce potem anonimowe źródła w tureckich siłach zbrojnych, cytowane przez Reutera, poinformowały, że Ankara nie zgodziła się na zawarcie jakiegokolwiek zawieszenia broni z Kurdami. Również dowódca jednej z syryjskich grup rebelianckich wspieranych przez Ankarę powiedział, że , a jedynie jest w starciach między siłami tureckimi i ich sojusznikami a YPG, które walczy u boku SDF.
Mimo to Biały Dom poinformował, że przyjmuje z zadowoleniem chwilową przerwę w starciach między siłami tureckimi a umiarkowaną syryjską opozycją i Kurdami.
Walki między siłami tureckimi - mającymi teoretycznie walczyć w ramach koalicji wymierzonej w IS - i ich sojusznikami a Kurdami i SDF koncentrują się na południe od syryjskiego miasta Dżarabulus, odbitego w ubiegłym tygodniu przez sprzyjających Ankarze rebeliantów, choć - jak zwrócił uwagę Pentagon -