Dziennik Gazeta Prawana logo

Izrael działa jak Trump. Zakaz wjazdu jako karta przetargowa

25 marca 2017, 08:30
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Granica izraelsko jordańska
Granica izraelsko jordańska/Shutterstock
Budzący kontrowersje zakaz wjazdu na swoje terytorium wprowadziło właśnie państwo żydowskie. W przyszłych, nieuniknionych targach o kolejną próbę rozwiązania konfliktu bliskowschodniego podniesienie szlabanów dla krytyków Izraela może zatem stać się kartą przetargową, dzięki której „Bibi” – jak rodacy nazywają swojego premiera – zdoła co nieco ugrać.

Lądując w ostatnią niedzielę na lotnisku imienia Ben Guriona w Tel Awiwie, Hugh Lanning nie mógł przewidzieć, co go czeka. opowiadał reporterce brytyjskiego dziennika „The Independent”. – zapewniał.

Tym razem było inaczej. Na 64-letniego przewodniczącego działającej w Wielkiej Brytanii organizacji Palestine Solidarity Campaign czekali już funkcjonariusze służb bezpieczeństwa. Podczas nieformalnego przesłuchania, które trwało osiem godzin, dopytywali o szczegóły jego poprzednich wizyt w Izraelu, działalność polityczną na Wyspach, a wreszcie o kontakty, jakie Lanning miał w Izraelu, na Zachodnim Brzegu oraz w Strefie Gazy. Ale kluczowe znaczenie dla wyniku przesłuchania miała pewna fotografia. Zrobiono ją w 2012 r., kiedy Lanning wziął udział w konwoju z pomocą humanitarną dla mieszkańców Strefy Gazy. Aktywistom zorganizowano wtedy spotkanie z Ismailem Haniją – liderem Hamasu, piastującym wówczas stanowisko premiera rządu kontrolującego tę enklawę. tłumaczył Lanning. – ironizował dawny związkowiec i kandydat na laburzystowskiego deputowanego do Izby Gmin.

Konfrontacja zakończyła się późnym wieczorem. – oburzał się Brytyjczyk. W poniedziałek rano został odprowadzony do samolotu do Londynu i wrócił na Wyspy.

Wyjaśnień udzieliła po fakcie izraelska ambasada w Wielkiej Brytanii. podkreślił rzecznik placówki. –

Ani to żydowskie, ani demokratyczne

Hugh Lanning został już okrzyknięty „pierwszą ofiarą” budzącej kontrowersje ustawy przegłosowanej w Knesecie tydzień wcześniej. Po burzliwym trzykrotnym czytaniu ustawy za ostatecznym tekstem opowiedziała się większość głosujących – 46 deputowanych, od centrowej partii My Wszyscy (Kulanu), przez członków rządzącego Likudu, po skrajnie prawicową, religijną partię Żydowski Dom (Habajit Hajehudi). Przeciwko było 28 deputowanych partii lewicowych, przede wszystkim Unii Syjonistycznej i Merec. Ale, co uderzające – mimo wszystkich kontrowersji – w 120-osobowym parlamencie niemal pięćdziesięciu posłów w ogóle nie zajęło stanowiska w tej sprawie. Ba, nawet w łonie najbardziej zaangażowanych w dyskusję ugrupowań nie było konsensusu.

Ale też trudno się dziwić. Dotychczasowe zasady wjazdu do Izraela zakładały niemal automatyczne przyznanie trzymiesięcznej wizy wszystkim, którzy chcieli się dostać – czy to do samego Izraela, czy też na terytoria palestyńskie. Oczywiście, kto wcześniej dużo jeździł po krajach arabskich albo zwrócił na siebie uwagę izraelskich służb, z dużym prawdopodobieństwem mógł się spodziewać kontrolnej rozmowy na lotnisku. Zwykle jednak krótszej i zapewne nieco przyjemniejszej niż ta, w której musiał wziąć udział Lanning. W skrajnych przypadkach wydania wizy mógł odmówić minister spraw wewnętrznych.

Nowe przepisy są na tyle mętne, że liczba osób objętych zakazem może pójść w tysiące, a zarazem – przy łagodniejszym podejściu służb bezpieczeństwa – może w niewielkim stopniu zmienić dotychczasową sytuację. Zgodnie z obecnym prawem Izrael nie przyzna wizy wjazdowej ani pozwolenia na stały pobyt osobom, które „publicznie wzywały do bojkotu Państwa Izrael lub też zapowiedziały wzięcie udziału w takim bojkocie”. Ustawa nie precyzuje jednak, czym jest „publiczne wezwanie” – co może równie dobrze oznaczać felieton w prasie, wystąpienie w czasie wiecu, ale i post w mediach społecznościowych. Nie określono też procedur egzekwowania zakazu. „Nie sformułowaliśmy jeszcze mechanizmów koniecznych do implementacji tego prawa, ale pracujemy nad tym wraz z ministerstwem spraw wewnętrznych” – komentował lapidarnie izraelski minister bezpieczeństwa publicznego Gilad Erdan dla amerykańskiego dziennika „The Washington Post”.

Powściągliwość usprawiedliwiona, bo debata na temat prawa jest wyjątkowo burzliwa, nawet jak na izraelskie standardy.– grzmiał w Knesecie deputowany partii Żydowski Dom. – Ta ustawa jest konieczna. Pozwala Izraelowi bronić się przed tymi, którzy życzą mu źle – sekundował mu lider partii Naftali Bennett. przekonywał z kolei Roy Folkman z centrowej partii Kulan, jeden z inicjatorów ustawy.

Po drugiej stronie politycznej barykady argumentuje się jednak równie zażarcie. dowodziła posłanka lewicowej partii Merec Tamar Zandberg. uzupełniał Dov Khenin ze Zjednoczonej Listy. przekonywał. – ucięli w oświadczeniu liderzy liczącego sobie niemal cztery dekady historii ruchu pokojowego Peace Now. – podsumowali.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj