Ziad Cattan jest byłym wiceministrem obrony Iraku. W Bagdadzie, po obaleniu Saddama Husajna w 2003 r., zainstalowali go Amerykanie. Dobrze wykształcony doktor ekonomii miał zaprowadzać cywilną kontrolę nad armią zdominowaną przed wojną przez nieznających demokracji, wiernych dyktatorowi generałów z partii Baas. W czasie jego urzędowania z budżetu resortu wyciekł ponad miliard dolarów. Jak twierdzą przeciwnicy wiceministra, kupowane uzbrojenie zamiast do armii trafiało na czarny rynek, zasilając sunnicki ruch oporu.

Reklama

Dziś były wiceminister siedzi w jordańskim areszcie. Za kilka tygodni najpewniej zostanie wydany do Iraku. Jest tylko jeden problem: z punktu widzenia prawa Ziad Cattan jest Polakiem. Aresztowano go na lotnisku w Ammanie 15 stycznia, gdy wylegitymował się paszportem z orłem w koronie na okładce. Jak wynika z informacji DGP, mimo ogromnych kontrowersji wokół jego życiorysu Cattan nie figuruje w polskim rejestrze karnym. 8 stycznia 2015 r. Sąd Okręgowy w Warszawie wydał postanowienie o niedopuszczalności ekstradycji byłego urzędnika do Iraku, na co Bagdad naciskał od lat.

10 dni później podobną decyzję podjął minister sprawiedliwości Cezary Grabarczyk. I sędzia, i minister powoływali się na to, że chodzi o niekaranego w Polsce obywatela RP, któremu w Iraku grożą tortury i de facto dożywocie. Sprawdziliśmy, jak to się stało, że osoba oskarżana o doprowadzenie do największego skandalu w historii powojennego Iraku trafiła do jordańskiego aresztu. Co zrobiła polska dyplomacja, by go z niego wyciągnąć. I jakie są kulisy przekrętu z jego udziałem.

Chłopak z dobrego domu

Azamija przed obaleniem Saddama Husajna należała do najlepszych dzielnic stołecznego Bagdadu. Mieszkali tu generałowie, politycy, sportowcy i artyści. To z niej pochodzi Ziad Cattan, a właściwie Zijad Tarik Abdullah al-Kattan, późniejszy student Akademii Ekonomicznej w Krakowie, na której pod koniec lat 80. obronił doktorat. Po obaleniu Saddama Azamija była centrum sunnickiej rebelii przeciw siłom USA. Wokół dzielnicy Amerykanie wybudowali mur, by milicje nie przenikały do innych części stolicy. W praktyce testowano tu doktrynę gen. Davida Petraeusa, która polegała na „odwracaniu” rebeliantów. Za wypłacany regularnie żołd dawna Al-Kaida (tak sunnitów z Azamii określali Amerykanie) zamieniała się w sprzyjające USA siły porządkowe.

Ziad Cattan jeszcze za Saddama miał doskonałe kontakty w irackiej ambasadzie w Warszawie. Łączył je z pomocą dla tych, którzy uciekali przed dyktaturą, oferując im między innymi usługi parabankowe na wzór American Express. Amerykanie powiedzieliby o nim „maverick”. Obrotny indywidualista, który dogada się ze wszystkimi, ale na swoich warunkach. Zarabiał, handlując samochodami. Sprzedawał sztuczne kwiaty i pizzę. Prawdziwą karierę rozpoczął wiosną 2003 r. Władze USA po całym świecie zbierały diasporę, by utkać z niej nowe elity polityczne. Cattan pojawił się w Bagdadzie tuż przed rozpoczęciem 20 marca 2003 r. operacji „Iracka Wolność”.

Wielki przekręt

Reklama

Już dwa lata później, we wrześniu 2005 r., objął w ministerstwie obrony stanowisko inspektora odpowiedzialnego za zakupy dla armii irackiej. Rangą odpowiadał wiceszefowi MON (część źródeł podaje, że od 2004 r.). Całym resortem kierował wówczas Hazim asz-Sza’alan, a rządem – namaszczony przez Amerykanów Ijad Allawi. Broń, którą kupował Cattan, miała pochodzić z Polski, USA i Pakistanu. Jak wynika z raportu Iraqi Board of Supreme Audit opublikowanego w 2005 r., kontrakty w rzeczywistości służyły wyprowadzaniu pieniędzy z budżetu ministerstwa. Zamiast amerykańskich karabinów MP-5, które kosztują nawet do 3500 dol. za sztukę, do wojska trafiały warte 200 dol. egipskie podróbki. Za amunicję 7,62 mm, której koszt wynosi maksymalnie 6 centów, irackie MON płaciło 16 (amunicję kupuje się w setkach tysięcy sztuk). Nad Tygrys i Eufrat zamiast śmigłowców od Bumaru trafiał złom z polskich magazynów. W sumie państwo miało stracić ponad miliard dolarów.

Skandalem zakończył się kontrakt na dostawy 40 tys. karabinów AK-47 z Bośni i Hercegowiny. W 2005 r. miała je legalnie dostarczyć brytyjska firma PMS. Karabiny nigdy do Iraku nie dotarły. W 2007 r. sprawą zainteresowała się komisja ds. monitorowania eksportu broni brytyjskiego parlamentu. Wyjaśnień zażądały również władze w Londynie. W tym samym roku – jak relacjonuje dziennik „Guardian” – Amerykanie przyznali, że część karabinów mogła trafić w ręce rebeliantów. Niewykluczone, że sunnickich z Azamii. W 2008 r. demokratyczny deputowany Izby Reprezentantów USA Henry Waxman przekręty na kontraktach dla armii irackiej nazwał „największą spekulacją na wojnie w historii”.

Gdzie podziali się pomocnicy Cattana

Opowiada były dowódca polskiego kontyngentu w Iraku w 2005 r. gen. Waldemar Skrzypczak. – Moim zdaniem przekręty Cattana były główną przyczyną tego, że polska zbrojeniówka nigdy nie podpisała z Irakiem poważnego kontraktu na dostawy broni. Poznałem go w Bagdadzie. Byłem też świadkiem późniejszych rozmów premiera Nuriego al-Malikiego z Amerykanami i Brytyjczykami. Nasi sojusznicy przekonywali go, że nie należy ufać Polakom, bo Bumar jest winny Irakowi 40 mln dol. Kontrakt, za który byli odpowiedzialni Bumar i Cattan, był fikcją, a pieniądze po prostu wyparowały. Bumar twierdził, że oszukał ich Cattan. Rząd Iraku utrzymywał, że to firma nie dostarczyła sprzętu. Sam Cattan gdzieś zniknął. Trudno mi uwierzyć, że za przekręt odpowiedzialny jest tylko jeden człowiek – wspomina generał.

Generał Skrzypczak mówi o kontrakcie na dostawę z Polski śmigłowców, które nigdy nie dotarły do Iraku. Jego zdaniem w skandal uwikłany był nie tylko Cattan, ale też ktoś po stronie polskiej. Sami Irakijczycy od początku traktowali sprawę prestiżowo i zapewniali, że w końcu dopadną Cattana. – Zaskakujące jest to, że do dziś nie rozliczono tej sprawy. Sprawy, która na lata zaważyła na opinii o Polsce w Iraku. Wiele razy słyszałem od Irakijczyków: „Wydacie Cattana, możemy mówić o podpisywaniu kontraktów na dostawy broni. Jesteście nam winni 40 mln dol.”. Potwierdzał to mój przyjaciel, wówczas zastępca szefa sztabu armii irackiej gen. Usman al-Ghanimi. Nie wierzę, że polskie służby nie wiedziały o kulisach tej umowy – dodaje.

Agencja Gazeta / Fot.Bartosz Bobkowski AG

Do dziś nie wiadomo, jakim cudem do złodziejstwa o takiej skali mogło dojść pod nosem Amerykanów. We wrześniu 2005 r. brytyjski „Independent” napisał, że Cattan i jego szef asz-Sza’alan mogli być tylko słupami dla wielkiego przekrętu, za którym stali oficerowie służb specjalnych z państw antysaddamowskiej koalicji. Warunki były idealne. Nie prowadzono księgowości zakupów dla wojska. Kontrakty podpisywano często na podstawie sfałszowanych pełnomocnictw, a pieniądze wypłacano w gotówce. Czyli jak w służbach – bez śladów.

Opowiada były wysokiej rangi polski oficer, który służył w tamtym czasie w Iraku. – Pieniądze, którymi płacono za sprzęt dla irackiej armii, przywożono w torbach. Liczono je na oko. Nikt nie wystawiał faktur. Kwitowano na kartce papieru. Często takie pokwitowanie później gdzieś ginęło. Jestem pewien, że o takich praktykach wiedzieli oficerowie ówczesnych Wojskowych Służb Informacyjnych. Pytanie, czy Cattan miał z nimi jakieś związki. I czy WSI były zaangażowane w przekręt? Wierzę, że tak – mówi nasz rozmówca.

Jak to wszystko komentuje sam Cattan? W 2005 r. w rozmowie z „Wprost” powiedział, że zarzuty to „bzdura, która ma przykryć złodziejstwo” innych. Przede wszystkim związanych z szyickim wicepremierem Iraku w latach 2005–2006 Ahmadem al-Dżalabim, który nie cieszył się zaufaniem Amerykanów, ale miał poparcie Muktady as-Sadra i jego partyzantki, Armii Mahdiego. Tej samej, która wywołała krwawe powstanie w Karbali i gdzie walczyli w 2004 r. polscy żołnierze. Al-Dżalabi nie może skomentować sprawy. Zmarł w 2015 r.

O Cattanie sporo wiedzieli i pisali dyplomaci amerykańscy w Bagdadzie. Dowiadujemy się o nim z ujawnionych przez WikiLeaks depesz Departamentu Stanu USA. W jednej z nich, datowanej na 1 marca 2006 r., cytowana jest nota al-Dżalabiego, który domaga się zamrożenia wszelkich aktywów Polaka w związku z korupcją w irackim MON. Jak piszą Amerykanie, „jest wystarczająco dużo dowodów potwierdzających nieprawidłowości (...), jednak pojawiają się zarzuty, że skandal jest wykorzystywany przez wysokich rangą przedstawicieli Iraku do motywowanej politycznie wendety”. Amerykańscy dyplomaci w Bagdadzie przeanalizowali zarzut o szyickim odwecie na sunnicie Cattanie i doszli do wniosku, że nie może być o tym mowy. Z 35 osób postawionych w stan oskarżenia w związku ze skandalem 68 proc. stanowili szyici, 23 proc. – sunnici, 6 proc. – Kurdowie i 3 proc. – osoby o nieustalonej narodowości. „Poza niedoszacowaniem Kurdów podane liczby nie różnią się od składu narodowościowego Iraku” – czytamy w konkluzjach depeszy ambasady USA w Bagdadzie, która kwestionuje tezę o wyznaniowym charakterze oskarżenia.

Koniec błyskotliwej kariery

W niedzielę 15 stycznia Polak Ziad Cattan został zatrzymany w Ammanie na podstawie nakazu aresztowania wystawionego przez władze irackie. Natychmiast został przewieziony do stołecznego sądu, gdzie został rozpatrzony wniosek o jego ekstradycję do Iraku. Sędzia zdecydował o zwolnieniu Cattana, ale nieoczekiwanie na rozprawie 5 lutego zmienił zdanie i wydał orzeczenie o pozbawieniu go wolności do czasu ekstradycji. Jak wynika z informacji DGP, decyzja ta zapadła po intensywnych naciskach ze strony Bagdadu na władze Jordanii, które dążą do poprawy stosunków z Irakiem. W jednym z pism, którego kopię ma redakcja DGP, adwokat Cattana przekonuje, że sądy irackie nie zapewnią jego klientowi uczciwego procesu. Jego zdaniem rządzący Irakiem szyici „pragną ekstradycji w celu likwidacji Ziada Cattana” (tę tezę obalili Amerykanie w depeszy ujawnionej przez WikiLeaks). Z podobnych powodów o ochronę Cattana do MSZ, kancelarii prezydenta Andrzeja Dudy, Ministerstwa Sprawiedliwości i rzecznika praw obywatelskich wystąpili jego polscy obrońcy. Przekonują, że po pierwsze Cattan, niezależnie od opinii o nim, ma tylko jeden paszport – polski (dysponujemy jego kopią). Po drugie, Sąd Okręgowy w Warszawie w 2015 r. zdecydował, że nie może on zostać wydany do Iraku (widzieliśmy to postanowienie). Po trzecie, w Iraku grożą mu śmierć i tortury. W sprawę zaangażowała się również Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

Polak czy tylko „Polak”

Cattana otrzymał polskie obywatelstwo w 1998 r., za prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego. Dziś jego bliscy przekonują, że polskim władzom nie zależy na jego uwolnieniu. – MSZ wysłało notę do władz jordańskich z informacją, że aresztowano Polaka, który nie może być poddany ekstradycji do Iraku. Jest w niej również mowa o decyzji Sądu Okręgowego w Warszawie, który stwierdza podobnie. Konsul Michał Pęksa był obecny na rozprawach sądowych w Ammanie. Dwa razy po 10 minut był również w areszcie – mówi nam przebywająca obecnie w Ammanie partnerka Cattana, pani Nur. – Słyszałam o podobnym przypadku dotyczącym obywatela RFN. W jego uwolnienie zaangażowała się szefowa rządu Niemiec. Zastanawiam się, dlaczego polskie MSZ nie podejmuje poważnych kroków dla ochrony obywatela Polski, który znalazł się w trudnej sytuacji – dodaje.

Agencja Gazeta / Fot. Adam Kozak AG

Jak wynika z informacji DGP, aktywność polskiej dyplomacji jest jednak znacznie większa, niż opisuje pani Nur. W sprawę zaangażowana jest ambasada polska w Ammanie i wie o niej centrala MSZ w Warszawie. Do tej pory wystosowano cztery noty. Prawnicy Cattana naciskali również na zaangażowanie Kancelarii Prezydenta. Andrzej Duda jest w doskonałych stosunkach z królem Jordanii Abdullahem II. Polskie władze zdecydowały jednak, że podejmowanie takich ruchów zostałoby w Ammanie źle odebrane i byłoby kontrproduktywne.

W stolicy Jordanii sprawę pilotuje polski ambasador we współpracy z konsulem. Adwokaci Cattana próbowali wpływać również na Ministerstwo Sprawiedliwości. Dowiedzieli się jednak, że resort nie jest właściwy do rozpatrzenia sprawy. Jak relacjonuje jeden z adwokatów, zaskakująca była reakcja Biura Rzecznika Praw Obywatelskich, które napisało, że nie jest właściwe rzeczowo, a jego działalność jest ograniczona do terytorium Polski. Ostatecznie RPO napisał pismo do ombudsmana w Ammanie z prośbą o interwencję.

***

Ziad Cattan jest jedną z 24 osób zamieszanych w największy skandal w historii powojennego Iraku. Co najmniej siedmiu z bohaterów tej sprawy nie żyje. Większość zmarła w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach. Iracki sąd skazał Polaka w zaocznym procesie na 180 lat więzienia i zwrot 800 mln dol. Cattan ma w tej chwili 62 lata. Przebywa w 30-osobowej celi. Choruje na serce. Jeśli trafi do więzienia w Bagdadzie, tajemnice irackich kontraktów Bumaru nigdy nie ujrzą światła dziennego. Nasi rozmówcy porównują skalę afery z udziałem Cattana do tajnych więzień CIA na Mazurach. Wielki sukces irackiego wymiaru sprawiedliwości będzie ogromną porażką Polski.