Dziennik.pl logo

Da się kontrolować ogień dżihadu? Brytyjskie służby specjalne łudzą się od ponad pół wieku

17 czerwca 2017, 19:55
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Londyn
Londyn/Shutterstock
Od ponad pół wieku brytyjskie służby specjalne łudzą się, że fundamentalistami muzułmańskimi przyjmowanymi na Wyspy da się sterować.

– dowodził kilka dni temu komisarz Metropolitan Police Mark Rowley, broniąc policji oraz służb bezpieczeństwa przed zarzutami o zlekceważenie zagrożenia, co miało utorować drogę zamachowcom z Londynu. –

Dochodzenie więc umorzono, choć brytyjskie służby regularnie dostawały sygnały o radykalnych poglądach Butta i jego powiązaniach ze środowiskiem radykałów na Wyspach. Informowali przede wszystkim współwyznawcy przyszłego zamachowca. W 2013 r., gdy w Londynie dwóch napastników zakatowało tasakami żołnierza, Butt starł się z szefem organizacji prowadzących kampanię przeciw ekstremistom – nazwał Mohammeda Shafiqa z Ramadhan Foundation zdrajcą. Szarpaniną skończył się udział Butta w ubiegłorocznym spotkaniu z dr. Usamą Hasanem, kierownikiem Quilliam Foundation, innej organizacji walczącej z muzułmańskim ekstremizmem na Wyspach. Wyrzucono go także z czterech meczetów.

Mało tego. W 2015 r. na infolinię antyterrorystyczną zadzwonił mężczyzna chcący podzielić się obawami na temat Butta. W tym samym czasie na komisariacie policji we wschodnim Londynie pojawiła się jedna z sąsiadek 27-letniego w chwili śmierci zamachowca. Złożyła zawiadomienie o tym, że próbuje indoktrynować jej dzieci. Zresztą radykał nie krył się ze swoimi sympatiami – ekipa kanału telewizyjnego Channel 4 zdybała go w jednym z londyńskich parków z flagą Państwa Islamskiego (ISIS).

Policjanci doskonale zdawali sobie też sprawę, że Khuram Butt był od lat związany ze zdelegalizowaną organizacją dżihadystów al-Muhajiroun (Emigranci), kierowaną przez Anjema Choudary’ego, znanego z ekstremistycznych poglądów i poparcia dla Państwa Islamskiego duchownego. Butt uchodził za jednego z najbliższych współpracowników kleryka (obciążanego odpowiedzialnością za rekrutację setek bojowników m.in. dla ISIS), pod którego okiem wychował się też lider grupy zamachowców, którzy zaatakowali w Londynie w 2007 r. Po fakcie policjanci przyznawali, że Butt był uznawany za „członka organizacji wagi ciężkiej” w al-Muhajiroun.

Można by zapytać, jakim cudem Butt pozostawał na wolności albo nie był obserwowany. Cóż, można przytoczyć garść oficjalnych albo półoficjalnych powodów: nie było bezpośrednich dowodów na jakikolwiek planowany zamach, nie ma środków i personelu na monitoring, dyskretna wiedza o powiązaniach i ruchach młodego radykała mogła pomóc w przyszłości w storpedowaniu jakiegoś poważniejszego zagrożenia. Wystarczy spojrzeć na to, jak Brytyjczycy postępowali z mentorem Butta – Anjemem Choudary’im. O tym, że ten kaznodzieja rekrutuje na Wyspach bojowników do walki poza granicami Królestwa, wiadomo od 1999 r., kiedy jego działalność opisał „The Sunday Telegraph”. I co? Choudary dopiero w zeszłym roku stanął przed sądem: dostał wyrok pięciu i pół roku więzienia za agitację na rzecz Państwa Islamskiego. Być może, gdyby nie afiszował się ze swoim poparciem dla ISIS, pozostałby na wolności.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Mariusz Janik
Mariusz Janik

Dziennikarz, fot. Materiały prasowe

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj