"Szkoda, że odbędzie się to bez nas. Być może jest to lepiej dla Polski - niech sądzą o tym sami Polacy - ale dla nas jest to gorzej" - pisze Gozman w poniedziałkowym wydaniu niezależnej "Nowej Gaziety".

Jak zauważa, "ta część II wojny światowej, która rozpoczęła się od napaści Hitlera na ZSRR, jest jedynym, co łączy nas dzisiaj ze światem zachodnim (europejskim) nie jako wrogów, a jako sojuszników". Zdaniem opozycyjnego polityka "obecność prezydenta Rosji na tej uroczystości przypominałaby obywatelom, ogłupionym propagandą, że naszymi głównymi sojusznikami w tej wojnie były nie Mongolia i Chiny - przy całym szacunku dla nich - a właśnie przeklinani teraz Anglosasi i że walczyliśmy nie z +połączonym Zachodem+, a właśnie z Hitlerem".

Zaznaczając, że wojna była "realną tragedią całego narodu i każdej rodziny", Gozman przypomina, że w Rosji dzień zakończenia wojny, obchodzony 9 maja, to święto, któremu towarzyszą łzy. "Dlatego nieobecność naszej flagi na wspólnej uroczystości, choć jest całkowicie zrozumiała w kontekście ostatnich wydarzeń, to jest nieprzyjemna i niejednoznaczna" - przyznaje.

"Telewizja nie zawsze kłamie" - zastrzega Gozman, przytaczając wymienianą przez oficjalne media rosyjskie liczbę 600 tysięcy poległych w Polsce żołnierzy radzieckich. Zauważa, iż "to jest przecież czysta prawda" i że "nawet jeśli celem nie było +wyzwolenie+ Polski, a Berlin, to oni zginęli, w walkach na polskiej ziemi".

Jednak - dodaje - "do tych, którzy dzisiaj te słowa powtarzają ze wszystkich ekranów", pojawiają się pytania. "W ustach naszych propagandzistów zdanie to nie mówi o przeszłości, a o teraźniejszości i nawet przyszłości" - ocenia. Jego zdaniem, powtarzane zdanie ma mówić o tym, iż "wszędzie, gdzie przelewał krew żołnierz radziecki (...), Rosja powinna mieć prawa szczególne. Określać, na czyją cześć powinny być nazywane ulice i place, jakie pomniki powinny być stawiane, a jakie burzone, do jakich sojuszy można wstępować".

Opozycyjny polityk zaznacza, że gośćmi obchodów w Polsce będą Niemcy, choć to "niemiecka machina wojskowa i ideologiczna przyniosła tyle nieszczęścia całemu światu". Ocenia, iż istota sprawy polega na tym, że Niemcy "przeanalizowali i przemyśleli swoją przeszłość" i że obecnie są to "inne Niemcy". "My też zaczynaliśmy iść tą drogą. Potępiliśmy akt Ribbentrop-Mołotow, uznaliśmy Katyń. Wszystko, co robiono za rządów (Michaiła) Gorbaczowa i (Borysa) Jelcyna, a nawet w pierwszych latach (rządów Władimira) Putina, przyczyniało się do przezwyciężenia przeszłości" - pisze Gozman.

Później jednak - kontynuuje - "zrobiliśmy zwrot; zaczęliśmy zaprzeczać temu, co oczywiste. Okazuje się, że nie byliśmy sojusznikami Niemiec w latach 1939-40, a pakt (Ribbentrop-Mołotow) był szczytem dyplomacji. Nie napadaliśmy na Polskę i nie okupowaliśmy też państw bałtyckich". W artykule Gozman zauważa także: "jeśli chcemy kiedykolwiek powrócić do Europy, to trzeba zdać sobie sprawę, co takiego robimy, że nie zapraszani jesteśmy nawet tam, gdzie jeszcze kilka lat temu nie można byłoby nas nie zaprosić. I to nie tylko z powodu Krymu i całej reszty".

Większość mediów rosyjskich w ostatnich dniach informując o niezaproszeniu Rosji na obchody w Polsce 1 września koncentruje się jednak na oficjalnym komentarzu MSZ Rosji. Głosy krytykujące Polskę publikuje w szczególności Radio Sputnik, które pisze np. o "czarnej niewdzięczności Polski za wyzwolenie od brunatnej dżumy"

Wszelkie uroczystości upamiętniające w jakimkolwiek kraju, poświęcone rocznicom Wielkiej Wojny Ojczyźnianej czy II wojny światowej, bez udziału naszego kraju nie mogą być uważane za pełnowartościowe, ponieważ nie można przecenić roli naszego kraju w zakończeniu II wojny światowej - powiedział Pieskow na poniedziałkowym briefingu. Jako Wielką Wojnę Ojczyźnianą w Rosji określa się ostatnie cztery lata (1941-45) II wojny światowej, kiedy to ZSRR walczył po stronie koalicji antyhitlerowskiej.

Pytany o to, jak Kreml ocenia decyzję Polski o niezaproszeniu Rosji, Pieskow odparł: negatywnie. MSZ Rosji w komunikacie w zeszłym tygodniu oświadczyło, że decyzja Polski, by na obchody 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej zaprosić partnerów z UE, NATO oraz kraje Partnerstwa Wschodniego, bez udziału Rosji na uroczystościach, jest "ignorowaniem logiki historycznej".

Wiceszef kancelarii prezydenta RP Andrzeja Dudy Paweł Mucha powiedział w poniedziałek w PR3, że zaproszenia na uroczystości 1 września zostały już wysłane. Wyjaśnił, że podczas tworzenia listy przyjęto klucz związany z uczestnictwem w NATO, członkostwem w UE i współpracą w ramach formatu Partnerstwa Wschodniego. Dopytywany o brak zaproszenia dla Putina, Mucha odpowiedział, że Rosja nie uczestniczy we wspomnianych formatach.

Odnosząc się do  słów przedstawiciela Kremla w rozmowie z PAP Krzysztof Szczerski zapewnił, że nikt nie kwestionuje udziału ZSRR w pokonaniu Niemiec hitlerowskich w roku 1945. W tym sensie obchody zakończenia wojny bez udziału Rosji byłyby rzeczywiście niepełne, natomiast rok 1939 ma zupełnie inny kontekst historyczny - wskazał prezydencki minister.

Jak dodał, przekaz organizowanych przez Polskę uroczystości mówi o pokoju opartym na prawie, gwarancjach suwerenności terytorialnej państw i ich niepodzielności, bo wojna zaczęła się od naruszenia tych fundamentalnych zasad. Przesłanie to - zdaniem polityka - wybrzmi w pełni właśnie w tym gronie państw, które zostały zaproszone.

Jak zaznaczył Szczerski, lista krajów zaproszonych do udziału w obchodach ma wyłącznie charakter współczesny, nie jest komentarzem do historii ani podsumowaniem historii. Obchodzimy tę rocznicę w gronie państw, które z nami blisko współpracują na rzecz pokoju opartego na prawie międzynarodowym, w tym na zasadzie suwerenności państw i nienaruszalności granic jako podstawie ładu międzynarodowego; są to państwa NATO, UE i Partnerstwa Wschodniego  - mówił szef gabinetu Andrzeja Dudy.

Jak dodał, ten klucz doboru gości oznacza, że tak naprawdę nikt tu nie jest wykluczony. Są tylko zaproszeni, nie ma niezaproszonych na te uroczystości, bo wszystkie kraje NATO, UE i Partnerstwa Wschodniego zostały zaproszone - stwierdził polityk.