Pierwsza setka tych podpisów należy do polityków, głównie z partii LREM prezydenta Francji Emmanuela Macrona; wielu z tych polityków pochodzi z Alzacji, której stolicą jest Strasburg.

Inicjatorką petycji jest Nathalie Loiseau, była francuska minister ds. europejskich i nr 1 na liście LREM w wyborach europejskich.

Od roku 1979 sesje Parlamentu Europejskiego podzielone są między Brukselę i Strasburg, który jest oficjalną siedzibą parlamentu. Co miesiąc ze stolicy Belgii do Alzacji na cztery dni przewozi się ciężarówkami tony dokumentów, a europosłowie korzystać muszą z niewygodnych połączeń lotniczych, gdyż na małym lotnisku w Strasburgu lądują maszyny jedynie z niewielu miast europejskich.

Według cytowanych przez francuskie media wyliczeń Europejskiego Trybunału Obrachunkowego kosztuje to Unię co najmniej 114 milionów euro rocznie. Ekolodzy zwracają natomiast uwagę na "potworny" - jak twierdzą - ślad węglowy tych comiesięcznych przeprowadzek.

Niektórzy polscy europosłowie już 15 lat temu skarżyli się na uciążliwość podwójnego systemu, ale narzekania były jak dotąd przede wszystkim nieoficjalne. Ich autorzy najczęściej pragnęli zachować anonimowość, choć według sondaży, na które powołuje się radio France Info, dwie trzecie europosłów opowiada się za tym, by obrady odbywały się jedynie w Brukseli.

Petycja wystosowana na dwa tygodnie przed wyborami europejskimi jest odpowiedzią na przedstawioną w wywiadzie dla niemieckiej gazety "Heilbronner Stimme" propozycję Manfreda Webera, czołowego kandydata Europejskiej Partii Ludowej (EPL) na przewodniczącego Komisji Europejskiej, by sprawę siedziby PE rozpatrzyli eurodeputowani, którzy wybrani zostaną na kolejną kadencję.

Według korespondenta dziennika "Le Figaro" Nicolasa Barotte'a, Weber próbował w ten sposób usatysfakcjonować swą rodzinę polityczną, nie drażniąc zbytnio Francuzów. Przywódczyni CDU Annegret Kramp-Karrenbauer wypowiedziała się w kwietniu za porzuceniem Strasburga jako siedziby PE. Weber jest członkiem bawarskiej CSU, stałej sojuszniczki CDU. Już rok temu podobne życzenie wyraziła kanclerz Angela Merkel.

We Francji wszystkie chyba ugrupowania gotowe są bronić Strasburga, a spór z Niemcami może wynikać również z tego, że - jak piszą komentatorzy, powołując się na "dyplomatów brukselskich" - prezydent Macron ma nadzieję na uniemożliwienie Weberowi szefowania w KE i chciałby wprowadzić na to stanowisko Francuza Michela Barniera, obecnie głównego negocjatora ds. brexitu z ramienia Komisji.

Zdaniem obserwatorów niemieckie propozycje mogą złościć Francuzów, ale na razie nie mają oni powodów do niepokoju. Siedziba PE w Strasburgu zapisana jest traktatowo i żeby to zmienić, a nawet skierować sprawę do PE, potrzebna jest jednomyślność wszystkich państw członkowskich.