Już na swoim pierwszym szczycie NATO w Brukseli Trump, forsujący hasło z kampanii prezydenckiej "America First" (Ameryka przed wszystkim), krytykował sojuszników za niewystarczające wydatki na obronność. Nie podniósł tego tematu jako pierwszy – jego poprzednik Barack Obama po aneksji Krymu przez Rosję w 2014 r. mówił, że jest zaniepokojony "zmniejszonym poziomem wydatków na obronność wśród niektórych członków Sojuszu".

Równy podział obciążeń, to główny postulat Trumpa przed rozpoczynającym się we wtorek w Londynie szczytem na 70-lecie Sojuszu. Symboliczną zmianą, która wychodzi naprzeciw jego oczekiwaniom, jest modyfikacja składek do wspólnego budżetu NATO (wynoszącego około 2,5 bln dolarów), tak by zmniejszyć w nim udział amerykański. Według stacji CNN sojusznicy zgodzili się w tym tygodniu uzupełnić niedobory, które będą spowodowane mniejszym wkładem ze strony USA.

Chistopher Skaluba z wpływowego think tanku Rada Atlantycka (Atlantic Council) przypominał w rozmowie z PAP, że podczas poprzedniego szczytu NATO w Brukseli Trump "przejął spotkanie o Ukrainie", by mówić o pieniądzach. Także i tym razem kwestia obciążeń finansowych ma znajdować się w centrum uwagi amerykańskiego prezydenta, celem NATO jest zaś przekazanie mu, że Sojusz zajmuje się tą kwestią - tłumaczył ekspert.

Szefowie państw i rządów 29 krajów wchodzących w skład Sojuszu Północnoatlantyckiego przyjadą do Londynu w momencie wykraczających poza sprawy finansowe wzmożonych napięć między krajami NATO. Ich powodem jest m.in. nagłe wycofanie amerykańskich wojsk z północnej Syrii i wypowiedzi prezydenta Francji Emmanuela Macrona o "śmierci mózgowej" NATO.

Według komentatorów słowa francuskiego przywódcy przypominają retorykę Trumpa przed objęciem urzędu, gdy nazywał Sojusz Północnoatlantycki "przestarzałym". Płacimy nieproporcjonalnie dużo, a szczerze mówiąc żyjemy w zupełnie innym świecie, niż ten, gdy pojawiła się idea powołania do życia Sojuszu Atlantyckiego - mówił w 2016 roku.

Na konferencji prasowej w 2017 r. z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem prezydent USA uznał jednak, że Sojusz zmienił sposób działania, zaangażował się w walkę z terroryzmem i "już nie jest przestarzały".

Na początku 2019 roku europejskich sojuszników zaskoczyły doniesienia dziennika "New York Times", że Trump miał poinformować swoich doradców, że chce wycofać USA z NATO. Amerykański przywódca wyjaśniał potem, że Stany Zjednoczone "będą na sto procent z NATO". Ale, tak jak powiedziałem państwom, musicie zrobić krok do przodu i zapłacić - zastrzegł.

Niepokój wielu krajów NATO wywołuje też pojednawczy ton Trumpa, gdy mówi o Rosji, komplementowanie prezydenta tego kraju Władimira Putina i sugerowanie, że zbyt skąpym członkom Sojuszu Stany Zjednoczone mogą odmówić gwarantowanej w artykule 5 Traktatu Północnoatlantyckiego pomocy w razie agresji.

Trump kilkakrotnie wzywał do reaktywowanie G8, tj. przywrócenie Rosji do grona najbardziej rozwiniętych gospodarek świata (G7), z której to grupy Rosję wykluczono po jej aneksji Krymu w 2014 roku. "Wiecie, że naród Krymu, jak słyszałem, wolał być z Rosją, niż tam, gdzie był wcześniej. I to trzeba mieć na uwadze" – mówił Trump jeszcze w 2016 roku. Obecnie przywódca USA nie szczędzi słów krytyki wobec Ukrainy. Nazywa ją skorumpowanym krajem i oskarża o ingerowanie w amerykańską kampanię wyborczą sprzed trzech lat.

W wielu miejscach na świecie Trump aktywnie przeciwdziała jednak rosyjskiej polityce. Dotyczy to m.in. Wenezueli czy Syrii, gdzie amerykańskie wojsko atakowało oddziały będące w sojuszu z Moskwą. Prezydent USA krytykował też projekt gazociągu Nord Stream 2 czy wprowadzał sankcje na Rosję.

W swoich sceptycznych deklaracjach wobec NATO amerykański przywódca nie jest osamotniony. W Partii Demokratycznej, która może dojść do władzy także w Białym Domu, rośnie w siłę lewica, przejawiająca skłonności izolacjonistyczne - zauważają komentatorzy. Jej czołowi przedstawiciele z prezydenckimi ambicjami, jak Bernie Sanders i Elizabeth Warren, opowiadają się za znaczną redukcją zbrojeń i aktywności militarnej USA na świecie.

Przed szczytem w Londynie dziennik sił zbrojnych USA "Stars and Stripes" pisze, że "panuje niepewność, w jakim kierunku potoczą się wydarzenia, a sceptyczne poglądy Trumpa w sprawie NATO przyczyniają się do tego".

Zgodnie z zapowiedziami administracji waszyngtońskiej prezydent USA ma nad Tamizą zwrócić uwagę na zagrożenia ze strony Rosji, ale również i Chin. Łagodniejsze stanowisko wobec tych państw i rozwój europejskich zdolności obronnych niezależnie od USA postuluje Francja. Berlin deklaruje z kolei chęć dalszej bliskiej współpracy z Waszyngtonem i ma nadzieję, że szczyt będzie okazją do pokazania jedności.

NATO powstało, żeby - jak to ujął jego pierwszy sekretarz generalny Hastings Lionel Ismay - "trzymać Rosjan z daleka, Amerykanów przy sobie, a Niemców pod kontrolą". Od tych słów mija w tym roku 70 lat.