Dziennik Gazeta Prawana logo

Wspólnego rządu i parlamentu Białorusi oraz Rosji (na razie) nie będzie

Putin i Łukaszenka
Putin i Łukaszenka/PAP
Mimo zapowiedzi w niedzielę nie doszło do podpisania porozumień o przyspieszeniu integracji Białorusi z Rosją.

Ani piątkowe negocjacje premierów Dmitrija Miedwiediewa i Siarhieja Rumasa, ani niemal pięciogodzinne sobotnie rozmowy Alaksandra Łukaszenki i Władimira Putina w Soczi nie przyniosły rezultatu. Prezydenci spotkają się ponownie 20 grudnia w Petersburgu. Do tego czasu stanowiska obu państw będą zbliżać niżsi rangą urzędnicy i eksperci. – – przekonywał rosyjski minister rozwoju gospodarczego Maksim Orieszkin.

Rosja domaga się od Białorusi utworzenia wspólnych instytucji w rodzaju rządu i parlamentu, którym przekazanoby część suwerenności. Rosyjscy urzędnicy porównywali propozycję do uprawnień Parlamentu Europejskiego. Elementem oferty jest przyjęcie przez Mińsk rosyjskiego rubla i harmonizacja przepisów podatkowych, wreszcie zgoda na rozmieszczenie rosyjskich wojsk nad Świsłoczą.

Te oczekiwania były wyrażane oficjalnie i nieoficjalnie, np. za pośrednictwem publikacji w gazecie "Kommiersant". Białoruś niechętnie patrzy na propozycje zmierzające do ograniczenia władzy prezydenta Łukaszenki, a w zamian za ewentualne ustępstwa domaga się obniżenia cen rosyjskich surowców energetycznych. Rosyjski gaz jest podstawą białoruskiej energetyki, a ropa jest przerabiana w rafineriach w Mozyrzu i Nowopołocku i reeksportowana m.in. na Zachód.

– mówił Putinowi Łukaszenka.

Podczas listopadowej rozmowy z dziennikarzami, w której uczestniczył korespondent DGP, Łukaszenka, mówiąc o nierównowadze w relacjach z Rosją, wyraził się dosadniej. – – pytał.

30 listopada ambasador Białorusi w Moskwie Uładzimir Siamaszka twierdził, że wspólny parlament i rząd zostały już uzgodnione, co wywołało komentarze o końcu państwowości Białorusi. Jednak gdyby uważnie wczytać się w słowa Siamaszki, widać, że odnosił się do niezrealizowanych postanowień układu z 1999 r. i zastrzegł, że ostateczną decyzję i tak podejmie Łukaszenka. Co więcej, na tydzień przed planowanym podpisaniem umów – według Siamaszki – do uzgodnienia wciąż pozostawało 11 z 31 punktów porozumienia, co nie wróżyło szybkiego zakończenia rokowań.

O tym, że naciski Rosji są poważne, świadczą reakcje w Mińsku. W czwartek Łukaszenka przekonywał w parlamencie, że "nikt nigdy nie podpisze dokumentów, które przyniosłyby nam szkodę". – – zastrzegał. – – dodawał.

– komentuje Waleryja Kasciuhowa, szefowa mińskiej Agencji Ekspertyzy Politycznej, specjalistka w zakresie relacji białorusko-rosyjskich. – – dodaje.

Podczas poprzedniego wzmożenia rosyjskiej presji na Białoruś ówczesny premier Siarhiej Sidorski miał usłyszeć w Moskwie pogróżki, że jeśli Mińsk nie ulegnie, Rosjanie mogą ingerować w planowane na grudzień 2010 r. wybory prezydenckie z organizacją zamieszek włącznie. Efektem była zgoda Białorusi na sprzedaż Rosji wielkich przedsiębiorstw. Zgoda niezrealizowana, jeśli nie liczyć sprzedaży Gazpromowi reszty udziałów w operatorze gazowym Biełtranshaz. W przyszłym roku Łukaszenkę także czekają wybory prezydenckie, które najpewniej odbędą się pod koniec sierpnia.

Antycypując ryzyko, w czwartek Łukaszenka powołał na stanowisko szefa swojej administracji Ihara Sierhiajenkę, dotychczasowego pierwszego zastępcę szefa bezpieki. W oficjalnej hierarchii to pozycja numer dwa w państwie, w nieoficjalnej – numer trzy po prezydencie i jego najstarszym synu Wiktarze. – – mówił Łukaszenka gen. Sierhiajence.

W konkteście rozmów z Kremlem interesy prezydenta zbiegają się z interesami demokratycznej opozycji, która boi się wchłonięcia państwa przez Rosję. Dlatego milicja nie interweniowała podczas sobotniej manifestacji w obronie niepodległości, którą zorganizował lider Białoruskiej Chrześcijańskiej Demokracji Pawieł Siewiaryniec. Protest, na który przyszło ok. 1000 obywateli, był niezarejestrowany, a więc nielegalny.

Zwykle w takich przypadkach milicja używa siły lub zawczasu zatrzymuje organizatorów. Tym razem jedynym zatrzymanym był prowokator, który na widok protestujących wznosił prorosyjskie okrzyki. Władze nie skorzystały też z okazji, by zatrzymać w areszcie Siewiaryńca. A miały ku temu pretekst, bo w czwartek polityk był sądzony za organizację poprzedniego nielegalnego protestu. Zwykle takie sprawy kończą się wyrokami kilku(nasto)dobowego aresztu. Tym razem chadek dostał 1275 rubli (2325 zł) grzywny. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Michał Potocki
Michał Potocki
Dziennikarz i redaktor DGP. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraWspólnego rządu i parlamentu Białorusi oraz Rosji (na razie) nie będzie »
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj