MOSKWA. DWORZEC KURSKI

O 6.30 rano zmęczeni ludzie szybkim krokiem przemykają w kierunku dworca. W środku wrze życie. Kafejka jest wprawdzie zamknięta, ale dworcowe sklepiki oferują szeroki asortyment trunków. Tylko wódki nie ma. "Na dworcu sprzedaż zakazana" - tłumaczy pani zza lady. Kupuję kilka puszek piwa. To wprawdzie zaledwie nędzna namiastka, ale głupio wsiąść do pociągu z pustymi rękami.

Oprócz podróżnych na dworcu widać stałych bywalców. Bryluje niewysoka staruszka. "Piechotą pójdę do Dumy na wybory" - krzyczy Baba Luba. "Zagłosuję na Putina!" - dodaje. Po chwili jednak zmienia zdanie. "Wszyscy oni są g... warci!" - krzyczy. "Baba Luba jest stuknięta, nie zwracaj na nią uwagi" - mówi chłopak przy ladzie.

Elektryczka Moskwa - Pietuszki odjeżdża o 7.16.

MOSKWA - SIERP I MŁOT - KARACZAROWO

Prawie wszystkie miejsca w wagonie są zajęte. Miejscowi ciągną piwo z puszek i zagryzają suszonymi krabami. Przysiadam się do hałaśliwej grupki rozchichotanych kobiet. Wracają do Oriechowa po nocnej zmianie w piekarni, ale wszystkie są starannie wymalowane. Sączą wódę z sokiem – to taki drink w puszce o znamiennej i niezbyt wyszukanej nazwie ALKO. "Na wybory" - mówi ta najgłośniejsza. "Wszystkie zagłosujemy na Putina. Całe Oriechowo jest za prezydentem". "A ty co z tym piwem" - Olga wciska mi do ręki puszkę ALKO. Pijemy ją przez całą następną stację.

KARACZAROWO - CZUCHLINKA

"Zrozum. Z Putinem jest dobrze. Kto wie, co się stanie, jeśli odejdzie" - tłumaczy mi Natasza. "Nie da się z g... zrobić cukierka w jeden dzień, ale on się stara. To dzięki niemu Rosja znowu zaczęła coś znaczyć" - dodaje. Cieszy się, że ma pracę w Moskwie, chociaż pracuje po nocach, a droga do domu trwa dwie godziny w jedną stronę. "W Oriechowie mogłabym zarobić 3 - 4 tys. rubli, a w Moskwie dostaję 15 tysięcy" - wyjaśnia Natasza. Opowiada o latach 90., kiedy urodziła się jej córka. "Wtedy pracował tylko mój mąż, brakowało pieniędzy. To były złe czasy. Teraz pracujemy oboje, żyjemy skromnie, ale starcza" - mówi.

CZUCHLINKA - ŻELIEZNODOROŻNA

Nagle kilkanaście osób zrywa się ze swoich miejsc. "To co, uciekamy?" - mówi Natasza do siedzącej naprzeciwko niej Żeni. Wstają, razem z nimi jeszcze kilka osób i podążają za tłumem w kierunku końca pociągu, przechodzą przez przejścia między wagonami. Konduktor nie próbuje nikogo zatrzymywać. Jest przyzwyczajony. To samo przedstawienie odbywa się tu co rano. "Mam legitymację kolejarską. Jeżdżę za darmo" - wyjaśnia Olga, pokazując mi książeczkę i wymachując swoim ALKO. Innych nie stać na płacenie codziennie od kilkudziesięciu do 150 rubli za bilet w jedną stronę. "Wiesz, wtedy to by już nie było sensu nawet jeździć do Moskwy do pracy" - mówi Olga.

ŻELIEZNODOROŻNA - PAWŁOWSKIJ POSAD

Gdy pociąg rusza, wraca zdyszana Natasza i inni pasażerowie, którzy uciekali przed konduktorem. Teraz już nie będzie na nich zwracał uwagi. Moje nowe koleżanki są w coraz lepszych humorach. Na kolanach rozłożyły czipsy i bułki. "Nie jedź sama do Pietuszek. To dziura. Tylko w mordę można tam dostać. Lepiej wysiądź z nami, zabierzemy cię na szaszłyki" - namawiają. Pietuszki nic im nie mówią. Nie wiedzą, kto to Jerofiejew. Ale też znają się na "koktajlach”. Próbuję Red Devil i Jaguara z pstrokatych puszek - słodkie soki z alkoholową domieszką to picie dla kobiet. Rozglądam się po wagonie - faceci łoją piwo.

PAWŁOWSKIJ POSAD - ORIECHOWO - ZUJEWO

"Musimy ci coś dać na pamiątkę" - upierają się. Próbuję oponować, ale widzę, że opór nie ma sensu. Wkładam do plecaka kilka słodkich bułek, pół kilograma rodzynek i - z przerażeniem - 12 jajek.

Wychodzimy na papierosa na platformę między wagonami. Przejście między wagonami służy jako toaleta. Po obu stronach przy drzwiach stawia się "straż”, która pilnuje, by nikt nie wszedł. "Co się dziwisz" - śmieje się Olga. "Trzygodzinna trasa, a kolej się o nas nie zatroszczyła".

PIETUSZKI

Dworzec w Pietuszkach jest mały i zapuszczony - pachnie średnio. W dworcowej toalecie rządzi Ciocia Tonia. Od dawna jest na emeryturze, ale musi dorabiać. "Dostaję 3,5 tys. rubli emerytury. To rozbój w biały dzień" - skarży się. Ale bywa jeszcze gorzej. Zmienniczka Cioci Toni dostaje 2 tys. "Pójdę, zagłosuję na Żyrinowskiego. To wprawdzie dureń, ale Rosja to przecież kraj durniów" - śmieje się gorzko.

Na placyku przed dworcem można kupić walonki i łopatę, na sklepowych drzwiach wisi plakat: "Pietuszki głosują na Putina”.

Od tych plakatów roi się zresztą w całym miasteczku. Jedna Rosja nie żałowała środków na promocję i tutaj także - jak w całej Rosji - jest jej najwięcej. Ale hasło "Pietuszki głosują na Putina" jest wyjątkowo nieudane. Język wyewoluował - dziś w kryminalnym żargonie "pietuch” oznacza pasywnego homoseksualistę albo po prostu cwela. Ktoś, kto wymyślił to hasło, jak nic beknie po wyborach. Gdy tylko Rosja ponownie wybierze Putina.