Dziennik Gazeta Prawana logo

Jak Pietuszki Putina wybierały

3 grudnia 2007, 01:29
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Jak Pietuszki Putina wybierały
Inne
Wszyscy mówią: Kreml, Kreml. A ja jak bohater Wieniedikta Jerofiejewa trafiłam na Dworzec Kurski. Bo po co zajmować się wyborami, w których i tak wszystko już rozstrzygnięte. Lepiej popatrzeć, jak przygotowuje się na nie prawdziwa Rosja - pisze reporterka DZIENNIKA, Justyna Prus.

O 6.30 rano zmęczeni ludzie szybkim krokiem przemykają w kierunku dworca. W środku wrze życie. Kafejka jest wprawdzie zamknięta, ale dworcowe sklepiki oferują szeroki asortyment trunków. Tylko wódki nie ma. "Na dworcu sprzedaż zakazana" - tłumaczy pani zza lady. Kupuję kilka puszek piwa. To wprawdzie zaledwie nędzna namiastka, ale głupio wsiąść do pociągu z pustymi rękami.

Oprócz podróżnych na dworcu widać stałych bywalców. Bryluje niewysoka staruszka. "Piechotą pójdę do Dumy na wybory" - krzyczy Baba Luba. "Zagłosuję na Putina!" - dodaje. Po chwili jednak zmienia zdanie. "Wszyscy oni są g... warci!" - krzyczy. "Baba Luba jest stuknięta, nie zwracaj na nią uwagi" - mówi chłopak przy ladzie.

Elektryczka Moskwa - Pietuszki odjeżdża o 7.16.

Prawie wszystkie miejsca w wagonie są zajęte. Miejscowi ciągną piwo z puszek i zagryzają suszonymi krabami. Przysiadam się do hałaśliwej grupki rozchichotanych kobiet. Wracają do Oriechowa po nocnej zmianie w piekarni, ale wszystkie są starannie wymalowane. Sączą wódę z sokiem – to taki drink w puszce o znamiennej i niezbyt wyszukanej nazwie ALKO. "Na wybory" - mówi ta najgłośniejsza. "Wszystkie zagłosujemy na Putina. Całe Oriechowo jest za prezydentem". "A ty co z tym piwem" - Olga wciska mi do ręki puszkę ALKO. Pijemy ją przez całą następną stację.

"Zrozum. Z Putinem jest dobrze. Kto wie, co się stanie, jeśli odejdzie" - tłumaczy mi Natasza. "Nie da się z g... zrobić cukierka w jeden dzień, ale on się stara. To dzięki niemu Rosja znowu zaczęła coś znaczyć" - dodaje. Cieszy się, że ma pracę w Moskwie, chociaż pracuje po nocach, a droga do domu trwa dwie godziny w jedną stronę. "W Oriechowie mogłabym zarobić 3 - 4 tys. rubli, a w Moskwie dostaję 15 tysięcy" - wyjaśnia Natasza. Opowiada o latach 90., kiedy urodziła się jej córka. "Wtedy pracował tylko mój mąż, brakowało pieniędzy. To były złe czasy. Teraz pracujemy oboje, żyjemy skromnie, ale starcza" - mówi.

Nagle kilkanaście osób zrywa się ze swoich miejsc. "To co, uciekamy?" - mówi Natasza do siedzącej naprzeciwko niej Żeni. Wstają, razem z nimi jeszcze kilka osób i podążają za tłumem w kierunku końca pociągu, przechodzą przez przejścia między wagonami. Konduktor nie próbuje nikogo zatrzymywać. Jest przyzwyczajony. To samo przedstawienie odbywa się tu co rano. "Mam legitymację kolejarską. Jeżdżę za darmo" - wyjaśnia Olga, pokazując mi książeczkę i wymachując swoim ALKO. Innych nie stać na płacenie codziennie od kilkudziesięciu do 150 rubli za bilet w jedną stronę. "Wiesz, wtedy to by już nie było sensu nawet jeździć do Moskwy do pracy" - mówi Olga.

Gdy pociąg rusza, wraca zdyszana Natasza i inni pasażerowie, którzy uciekali przed konduktorem. Teraz już nie będzie na nich zwracał uwagi. Moje nowe koleżanki są w coraz lepszych humorach. Na kolanach rozłożyły czipsy i bułki. "Nie jedź sama do Pietuszek. To dziura. Tylko w mordę można tam dostać. Lepiej wysiądź z nami, zabierzemy cię na szaszłyki" - namawiają. Pietuszki nic im nie mówią. Nie wiedzą, kto to Jerofiejew. Ale też znają się na "koktajlach”. Próbuję Red Devil i Jaguara z pstrokatych puszek - słodkie soki z alkoholową domieszką to picie dla kobiet. Rozglądam się po wagonie - faceci łoją piwo.

"Musimy ci coś dać na pamiątkę" - upierają się. Próbuję oponować, ale widzę, że opór nie ma sensu. Wkładam do plecaka kilka słodkich bułek, pół kilograma rodzynek i - z przerażeniem - 12 jajek.

Wychodzimy na papierosa na platformę między wagonami. Przejście między wagonami służy jako toaleta. Po obu stronach przy drzwiach stawia się "straż”, która pilnuje, by nikt nie wszedł. "Co się dziwisz" - śmieje się Olga. "Trzygodzinna trasa, a kolej się o nas nie zatroszczyła".

Dworzec w Pietuszkach jest mały i zapuszczony - pachnie średnio. W dworcowej toalecie rządzi Ciocia Tonia. Od dawna jest na emeryturze, ale musi dorabiać. "Dostaję 3,5 tys. rubli emerytury. To rozbój w biały dzień" - skarży się. Ale bywa jeszcze gorzej. Zmienniczka Cioci Toni dostaje 2 tys. "Pójdę, zagłosuję na Żyrinowskiego. To wprawdzie dureń, ale Rosja to przecież kraj durniów" - śmieje się gorzko.

Na placyku przed dworcem można kupić walonki i łopatę, na sklepowych drzwiach wisi plakat: "Pietuszki głosują na Putina”.

Od tych plakatów roi się zresztą w całym miasteczku. Jedna Rosja nie żałowała środków na promocję i tutaj także - jak w całej Rosji - jest jej najwięcej. Ale hasło "Pietuszki głosują na Putina" jest wyjątkowo nieudane. Język wyewoluował - dziś w kryminalnym żargonie "pietuch” oznacza pasywnego homoseksualistę albo po prostu cwela. Ktoś, kto wymyślił to hasło, jak nic beknie po wyborach. Gdy tylko Rosja ponownie wybierze Putina.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj