"Bukowski napisał w swoim oświadczeniu, że jest pisarzem, ale nie przedstawił dokumentów potwierdzających tę działalność" - tłumaczyli urzędnicy. Nie spodobał im się również fakt, że od lat mieszka on w Londynie i ma brytyjskie obywatelstwo. CKW dopytywała się też, gdzie pisarz płaci podatki i otrzymuje emeryturę.

64-letni Bukowski zasłynął z tego, że w czasach ZSRR ujawnił prawdę o "psychuszkach" - czyli o przetrzymywaniu dysydentów w szpitalach dla psychicznie chorych. Po upadku komunizmu wydał bestsellerową książkę "Moskiewski proces", w której ujawnił kulisy działania sowieckich służb specjalnych. We wczorajszej rozmowie z nami przyznał, że spodziewał się takiej decyzji CKW, choć nie stanowił żadnego zagrożenia dla Kremla, bo we wszelkich sondażach cieszył się poparciem na granicy błędu statystycznego.

"Dla Kremla nawet najmniejsze wrzenie w narodzie jest niedopuszczalne, dlatego eliminuje nawet tych kandydatów, którzy nie mają żadnych szans. On wciąż panicznie boi się wariantu kolorowej rewolucji, takiej jak na Ukrainie czy w Gruzji" - tłumaczy w rozmowie z DZIENNIKIEM amerykański historyk i znawca Rosji Richard Pipes.

Oprócz Władimira Bukowskiego w marcowych wyborach prezydenckich nie wystartuje również inny znany przeciwnik Kremla, szachowy mistrz świata Garri Kasparow. Niedawno sam wycofał swoją kandydaturę, uskarżając się na szykany ze strony władz.

O prezydenturę powalczy sześciu polityków. Wśród nich znaleźli się również krytycy rządów Putina - były premier Michaił Kasjanow i liberał Borys Niemcow. Startuje też niezwiązany z żadną partią Andriej Bogdanow. Te trzy kandydatury, mimo że zarejestrowane w sobotę, mogą jeszcze zostać skreślone. Z racji tego, że politycy ci nie mają swojej reprezentacji w Dumie, muszą do 16 stycznia zebrać dwa miliony podpisów poparcia.

Z tego obowiązku zwolnieni są kandydaci, których partie są w parlamencie - komunista Giennadij Ziuganow, nacjonalista Władimir Żyirinowski oraz faworyt głosowania, naznaczony przez Kreml Dmitrij Miedwiediew.

Kreml stłumi jakikolwiek głos sprzeciwu

MARIUSZ JANIK: Jak pan zareagował na wykluczenie z wyborów prezydenckich w Rosji?

WŁADIMIR BUKOWSKI*: Ja nie chcę być prezydentem Rosji! Chyba pan nie sądzi, że jestem tak szalony? Decyzja Centralnej Komisji Wyborczej wcale mnie nie zaskoczyła, zakładałem, że tak właśnie się stanie. Zgłosiłem swoją kandydaturę tylko po to, by pokazać, jak daleko Kreml posunie się w tłumieniu jakiegokolwiek sprzeciwu.

A co z innymi kandydatami opozycji?

CKW zaakceptuje ostatecznie kilku "niezależnych kandydatów", którzy i tak będą postępować zgodnie ze wskazówkami Kremla. To prawdopodobnie będzie Żyrinowski lub ludzie jego pokroju. W przewidywalnej przyszłości nie widzę szansy na to, by opozycjonista zajął w Rosji jakiekolwiek stanowisko.

Co teraz pan planuje?

Powstanie ludowe... A tak serio, planuję zorganizowanie przed marcowymi wyborami marszów protestacyjnych. Zbyt mało czasu jednak pozostało, by demonstracje mogły cokolwiek zmienić.

*Władimir Bukowski, rosyjski dysydent, pisarz i publicysta