Wystarczy wejść na stronę www.noradsanta.org. Właśnie tam widać dokładnie, gdzie już był Święty. Odwiedził już Australię i Indonezję. A teraz lata nad Azją.

Amerykańskie Dowództwo Obrony Powietrznej, w skrócie NORAD, odpowiada za obronę Stanów Zjednoczonych i Kanady przed atakiem rakietowym. Ale co wigilię, śledzi trasę przelotu Mikołaja. A nie jest to łatwe zadanie, bo co roku leci inną drogą.

"Zazwyczaj zaczyna od Pacyfiku. Potem leci do Nowej Zelandii i Australii, następnie do Japonii, Azji, Afryki i Europy, a na końcu do Ameryki" - tłumaczy komandor-porucznik Gary Ross.

Skąd wojskowi wiedzą, gdzie jest Święty? W odkryciu tej zagadki pomaga im... 47 radarów rozklokowanych w USA i Kanadzie. Pomagają także wojskowe satelity krążące na wysokości 35 tysięcy kilometrów nad Ziemią.

"Nasze satelity mają zainstalowane czujniki podczerwieni. Ponieważ nos renifera ciągnącego sanie Świętego Mikołaja, podobnie jak rakiety, wydziela duże ilości ciepła, jesteśmy go wykryć bez żadnego problemu" - tłumaczą Amerykanie.

I kto jeszcze powie, że Święty Mikołaj nie istnieje?