Miast Pakistanu nie trzeba nocą oświetlać latarniami. Wszędzie płoną sklepy i wraki samochodów. Za dnia na ulice wylegają tysiące protestujacych zwolenników zamordowanej Benazir Bhutto. Obrzucają policję kamieniami, dewastują miasta. W zamieszkach zginęły już 33 osoby.

Nie cichną spekulacje, kto zlecił zamach na byłą premier Benazir Bhutto. Wczoraj pakistańskie MSW ogłosiło treść rzekomo podsłuchanej rozmowy między przywódcą pakistańskiej Al-Kaidy Baitullahem Mehsudem, a jego współpracownikiem. "Zamach był świetny. Gratulacje!" - miał powiedzieć Mehsud.

"Stanowczo temu zaprzeczam. Ludzie plemienni mają własne zwyczaje. Nie zabijamy kobiet" - odpiera oskarżenia rzecznik Mehsuda, Maulvi Omar w rozmowie z agencją Reuters.

"Widziałam, że miała ranę od kuli z tyłu głowy i drugą, którą kula wyleciała, z drugiej strony głowy" - powiedziała agencji France Presse rzeczniczka byłej premier, Sherry Rehman. Kobieta twierdzi, że myła zwłoki Bhutto tuż przed pogrzebem.

Tymczasem pakistańskie MSW ogłosiło, że Bhutto zmarła po uderzeniu głową o dach samochodu, do którego wsiadała, usiłując obronić się przed napastnikiem. Według resortu, w jej ciele nie znaleziono pocisków.

Świat z obawą oczekuje rozwoju wydarzeń w Pakistanie. W niedzielę dobiega końca trzydniowa żałoba narodowa ogłoszona przez prezydenta Musharrafa. Pakistan rozważa przesunięcie wyborów parlamentarnych rozpisanych na 8 stycznia.