Zespół Streecka, dyrektora Instytutu Wirusologii na Uniwersytecie w Bonn, w ostatnich tygodniach przebadał 919 osób z 405 gospodarstw domowych w miejscowości Gangelt na zachodzie Niemiec w powiecie Heinsberg, który na początku epidemii w Niemczech uchodził za jej epicentrum.

Reklama

Opublikowane w poniedziałek wyniki badania wykazały ślady infekcji u 15 proc. przebadanych, choć oficjalnie jako zakażonych koronawirusem zidentyfikowano 3,1 proc. - Oznacza to, że znaleźliśmy prawie pięciokrotnie wyższy odsetek osób zakażonych, z których większość nie wiedziała, że jest zakażona - powiedział Streeck we wtorek w wywiadzie z "FAZ".

Na podstawie zebranych wyników zespół Streecka wyliczył wskaźnik śmiertelności z powodu koronawirusa na poziomie 0,36 proc. Opierając się na danych Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa, który mówi o 6866 zgonach w Niemczech, wirusolog stwierdził, że zakażonych SARS-CoV-2 powinno być w kraju już ponad 1,8 mln osób.

Opisując kolejny wniosek płynący z badań, naukowiec powiedział, że "22 proc. osób zakażonych Sars-CoV-2 nie miało żadnych objawów, co jest zgodne z dostępnymi danymi z Chin". Zespół badawczy wirusologa nie znalazł istotnych różnic w podatności na zakażenie lub przechodzenie wywoływanej przez koronawirusa choroby Covid-19 ze względu na płeć czy grupę wiekową. Streeck zauważył, że dotąd mniej infekcji wykryto u dzieci, ale ponieważ badania nie skupiały się na tym aspekcie, nie można tego traktować jako "twardej tezy".

Wysoką liczbę infekcji w regionie Heinsberg wirusolog łączy z imprezami karnawałowymi, które odbyły się bezpośrednio przed pierwszą falą zakażeń. Wspólne śpiewy i głośne mówienie bardzo mocno wpływają na rozprzestrzenianie się SARS-CoV-2, ale i innych chorób układu oddechowego, takich jak np. grypa – powiedział Streeck.

Zaznaczył, że nauka potrzebuje czasu, aby obserwować, jak rozwija się nowy koronawirus. - Przez dwa lub trzy tygodnie nie będziemy widzieć skutków działań, które wdrażamy dzisiaj - podkreślił. Streeck zalecił politykom "ostrożne rozluźnianie" obostrzeń, aby móc dalej obserwować konsekwencje decyzji na rozwój pandemii.

SARS-CoV-2 "stanie się endemicznym koronawirusem, który od czasu do czasu będzie sprawiał nam problemy w postaci infekcji grypopodobnych" - stwierdził naukowiec.