Dziennik Gazeta Prawana logo

NATO walczy z talibami o Kandahar

19 czerwca 2008, 00:59
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Od zmasowanego nalotu NATO-wskich helikopterów i uderzenia afgańskiej armii rozpoczęła się wczoraj w okolicach Kandaharu ofensywa przeciw talibom. W pierwszej bitwie najważniejszej w tym roku kampanii zginęło kilkudziesięciu talibów - pisze DZIENNIK.

Liczące blisko 600 ludzi oddziały rebeliantów okopały się w przylegającym do Kandaharu dystrykcie Arghandab. Jak twierdzą lokalne władze, bojownicy zajęli co najmniej osiem wiosek w tym regionie. Świadkowie opowiadają, że chcą oni odciąć i ufortyfikować ten region. "Wysadzili już kilka mostów i podkładają miny, gdzie tylko się da" -powiedział reporterom Mohammad Usman, taksówkarz, który wywiózł rodzinę z Arghandab. Te relacje potwierdzają członkowie lokalnych starszyzn plemiennych.

Grupa, która ufortyfikowała się pod drugim najważniejszym miastem Afganistanu, to w większości talibowie odbici w piątek z kandaharskiego więzienia. Bojownicy uwolnili wówczas około 350 - 400 towarzyszy, a jedynie nielicznych schwytano podczas późniejszych łapanek w mieście i okolicach. Są nieźle uzbrojeni i panują nad terenem wręcz wymarzonym dla działań partyzanckich. Arghandab przez lata słynął ze swoich winnic, sadów i ogrodów. Drzewa dają bojownikom doskonałą ochronę przed atakami z powietrza, zaś liczne kanały irygacyjne pozwalają się ukrywać przed oddziałami afgańskiej armii i wspierającymi je jednostkami kanadyjskiego kontyngentu sił ISAF. "Zajęliśmy większość tego terytorium i teraz czekamy tu na NATO i siły rządowe" - odgrażał się jeszcze kilkanaście godzin przed atakiem oddziałów rządowych jeden z komendantów talibów, mułła Ahmedullah.

Walka o to, by opanować północno-zachodnią flankę Kandaharu, trwała przez ostatnich kilka lat. Jednak mieszkające tu plemię długo opierało się wpływom talibów. Dopiero gdy w zeszłym roku zginęło dwóch najważniejszych przywódców plemienia, talibowie zaczęli przejmować region. Odległość z tamtejszych wiosek do rogatek miasta wynosi jedynie kilka - kilkanaście kilometrów, więc było to doskonałe miejsce na przygotowywanie zasadzek na konwoje ISAF oraz idealna baza wypadowa do ataków w Kandaharze.

"Dlatego właśnie rząd w Kabulu jest zdeterminowany, by odbić Arghandab z rąk rebeliantów" - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM Trefor Moss, ekspert ds. Afganistanu z wojskowego instytutu analitycznego Jane’s w Londynie. "Już piątkowy rajd na więzienie w Kandaharze był dla prezydenta Hamida Karzaja olbrzymią porażką propagandową. Teraz jest on zdeterminowany, by wyprzeć stąd talibów, nawet gdyby operacja miała potrwać tygodniami" - dodaje.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Mariusz Janik
Mariusz Janik

Dziennikarz, fot. Materiały prasowe

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj