- – opowiada siostra zakonna, która chodziła przed areszt, by udzielać wsparcia zatrzymanym i ich krewnym.
OMON to siły specjalne milicji, które są m.in. używane do rozpędzania protestów. - – opowiada siostra. Prosi, żeby nie podawać jej imienia.
- – śmieje się. Tłumaczy, że nikt jej nie wysłał, przychodziła na Akrescyna "po prostu", bo tak czuła.
- – dodaje. Jak mówi, siostry przygotowywały też posiłki dla wychodzących, by "mogli zjeść coś ciepłego". - - dodaje.
- – mówi siostra zakonna. - – dodaje.
- – opowiada.
Osoby stojące przed wejściem do aresztu mówiły, że była naprawdę wojownicza. - – mówi jedna z kobiet.
Począwszy od poniedziałku, po pierwszych zatrzymaniach w niedzielę, tłumy stały na Akrescyna całymi dniami, próbując się dowiedzieć, gdzie są ich zaginieni krewni. O większości długo nie było żadnych informacji, list zatrzymanych nie było ani w aresztach, ani na "gorącej linii" MSW.
- – mówi siostra. - – dodaje.
- – mówi.
Siostra mówi, że chciała rozmawiać też z pracownikami aresztu, z milicjantami, OMON-owcami. - – opowiada.
- – zastanawia się.
Od niedzieli do czwartku milicja i inne służby zatrzymały blisko 7 tys. ludzi, wielu bardzo brutalnie. W więźniarkach, na komendach, w aresztach nad zatrzymanymi znęcano się psychicznie i fizycznie. Od czwartku, wraz ze złagodzeniem reakcji władz na protesty i przyzwoleniem na aktywność uliczną, rozpoczęły się masowe zwolnienia z aresztów.