Premier Rosji Władimir Putin zapowiada, że Rosja doprowadzi swoją "pokojową misję" w tym regionie do "logicznego końca".

Reklama

Putin podniesionym głosem mówił w telewizji, że skala cynizmu jest niewyobrażalna. "Próbuje się udowodnić, że czarne jest białe, a białe jest czarne" - mówił. Oskarżał Zachód, a przede wszystkim Stany Zjednoczone. Tym ostatnim dostało się za to, że pomogły Gruzinom w przerzuceniu wojska z Iraku w teren konfliktu w Osetii Południowej.

Rosjanie twierdzą, że operacja jest bliska końca i zaprzeczają, by naruszyli terytorium Gruzji. Wojskowi zapewniają, że nie naruszyli granic Gruzji i nie zamierzają tego robić.

Tymczasem w nocy bomby spadły na stolicę - Tbilisi. Rosjanie zaprzeczają jednak, by w gruzińskiej przestrzeni powietrznej znajdowało się 50 ich samolotów. Właśnie taką liczbę podawali gruzińscy wojskowi.

Według gruzińskiego prezydenta 90 proc. ofiar tej wojny to cywile.

Bomby spadły na stolicę

Pierwsza bomba spadła w nocy ok. 10 kilometrów od śródmieścia stolicy Gruzji. Celem nalotu była baza gruzińskiej jednostki specjalnej. Rosyjskie lotnicwo zaatakowało również centrum kontroli lotów jeszcze bliżej Tbilisi - zaledwie pięć kilometrów od centrum miasta. Eksplozje słychać było w całej stolicy.

To nie pierwsze bomby, jakie spadły na Tbilisi. W niedzielę rosyjski samolot zbombardował tam międzynarodowe lotnisko. Maszyna leciała bardzo nisko, bomby wybuchły 200 metrów od pasa startowego - opowiadali świadkowie.

Rosjanie nie mają najmniejszego zamiaru się z tego tłumaczyć. Rzecznik sił powietrznych Rosji odmówił komentarza. Ale to nie nowość, bo wcześniej Moskwa zaprzeczała, by flota czarnomorska skierowała się ku Gruzji, a niedługo po tym oświadczeniu Rosja ogłosiła triumfalnie, że zatopiła gruziński kuter torpedowy.

p

To nie koniec dramatu Gruzinów. W niedzielę wieczorem pancerne wojska Rosji wdarły się na terytorium tego kraju. "Rosyjskie czołgi już weszły, przekroczyły granicę Osetii Południowej" - alarmował prezydent Saakaszwili. A miasto Gori dostało się pod zmasowany ogień rosyjskiego lotnictwa i artylerii.

Zawieszenie broni, którego nie ma

Siły rosyjskie atakują Gruzję mimo ogłoszonego przez Gruzinów zawieszenia broni. Notę w tej sprawie, z prośbą o rozpoczęcie rozmów, gruzińscy dyplomaci przekazali ambasadzie Rosji w Tbilisi.

Rosjanie jako warunek do wstrzymania walk i rozpoczęcia rozmów podawali bezwarunkowe opuszczenie przez gruzińską armię Osetii Południowej. Gruzini wyszli ze stolicy prowincji, ale w regionie pozostali.

"Rosyjskie siły przesuwają się na południe. Kolejnym punktem w tym kierunku jest miasto Gori" - informował szef gruzińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, Aleksander Lomaia. "Nasi żołnierze przygotowują się do obrony miasta" - dodaje.

Reklama

Zabite dziecko w gruzach domu

Gruzińskie siły okopały się na przedmieściach Gori. Mieszkańcy miasta są przerażeni - większość z nich w popłochu ucieka z miasta. W ciągu ostatnich kilku dni już kilka razy musieli kryć się przed rosyjskimi bombami. Nadchodziły stamtąd wstrząsające relacje.

"Dziewczyna, która wróciła z przedmieścia, mówiła, że na ulicach leżą rozerwane ludzkie szczątki. Mieszkańcy Gori kryli się w piwnicach. Widziałem zrujnowane domy, a w jednym z nich zabite dziecko" - pisał Andrzej Meller, reporter "Tygodnika Powszechnego".

"Kiedy przejeżdżaliśmy obok palących się bloków na przedmieściu Gori, kobiety zaczęły histeryzować i płakać. Obok bloków stały niedokończone jeszcze, nowe domy, które też stały się ofiarą rosyjskich bomb" - relacjonował korespondent tygodnika.

Rosjanie: Walki wciąż trwają

Gori jest oddalone o zaledwie 65 kilometrów od Tbilisi. Leży na południe od granicy Osetii Południowej, separatystycznego regionu, do którego prawa rości sobie Gruzja. To właśnie tam zaczęła się wojna.

Rosyjskie siły pokojowe stacjonujące w Osetii zaatakowały armię gruzińską, gdy ta weszła na terytorium zbuntowanej republiki. Potem Rosjanie zbombardowali gruzińskie miasta, za zawieszenie broni żądając od Gruzinów opuszczenia terytorium Osetii Południowej.

Gruzini wycofali się ze stolicy republiki, ale nie wyszli z Osetii, choć jeszcze rano pojawiały się informacje o odwrocie wojsk. Po południu gruzińskie władze zapewniały, że wycofują żołnierzy z rejonu konfliktu. Ale Rosjanie twierdzą, że w Osetii wciąż toczą się walki, a gruzińskie wojska, choć opuściły stolicę prowincji, schroniły się na wzgórzach niedaleko miasta i stamtąd prowadzą ostrzał. Rosyjska armia w odwecie weszła na terytorium Gruzji i ciągnie w kierunku Tbilisi.

Miedwiediew: Jesteśmy bliscy zakończenia operacji w Osetii

Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew przekonuje, że operacja w Osetii Południowej "jest bliska zakończenia". "Cchinwali, stolica Osetii Południowej, jest pod kontrolą wzmocnionego rosyjskiego kontyngentu sił pokojowych" - dodał.

Tymczasem, jak informuje agencja Reuters, powołując się na swojego reportera, Rosja skierowała do Osetii Południowej dodatkowe siły wojskowe, w tym czołgi i artyleryjskie wyrzutnie rakietowe Uragan.

Według reportera, przez miasto Buron, skąd prowadzi jedyna droga samochodowa z rosyjskiej Osetii Północnej do Osetii Południowej przejechały dziesiątki czołgów - przeważnie typu T-72, ale także starszych T-62. Priorytet mają jednak samobieżne wyrzutnie BM-27 Uragan na podwoziu kołowym. Trasą tą podążają również tysiące rosyjskich żołnierzy.



Przeczytaj wstrząsającą relację ze zbombardowanego Gori >>>