Breton, podobnie jak większość francuskich polityków i komentatorów, jest bardzo krytyczny wobec Trumpa, ale - podobnie jak przedstawiciele wszystkich niemal opcji politycznych – równie krytyczny wobec wszechmocy mediów społecznościowych.
Jego zdaniem "ocenzurowanie gospodarza Białego Domu przez media społecznościowe potwierdza konieczność zobowiązania ich do jasnych zasad". Komisarz wysoko ocenia wysiłki UE w tym kierunku.
Jak twierdzi, "zablokowanie kont Donalda Trumpa, dlatego, że jego wpisy podburzają do nienawiści i przemocy", to faktyczne przyznanie się do odpowiedzialności za treść publikacji. Media społecznościowe "nie będą mogły już uciekać od tej odpowiedzialności pod pretekstem, że ich rola ogranicza się do wynajmu (przestrzeni medialnej)".
– pisze Breton. -- zaznacza.
Komisarz wysoko ocenia "zaangażowanie Europy", która "jako pierwsza podjęła się reformy swej przestrzeni cyfrowej" dzięki przedstawionym w grudniu przez Komisję Europejską projektom aktu prawnego o usługach cyfrowych (Digital Services Act) i aktu prawnego o rynkach cyfrowych (Digital Market Act). Teksty te - podkreśla Breton.
Podobne stanowisko wyraża dziennik "Le Figaro w komentarzu redakcyjnym, zatytułowanym "Trump ocenzurowany przez policję wirtualną". Gazeta potępia media społecznościowe, które "korzystały z ciągłych potknięć (prezydenta USA) i nagle stroją się w szaty cnoty, żeby zablokować go, gdy ustępuje".
Po zwróceniu uwagi na to, że prawo głosu w tych mediach mają "przywódcy, którzy kneblują opozycjonistów", francuska gazeta przewiduje, że "jednostronne decyzje mediów społecznościowych przyspieszą koniec ich eksterytorialnych przywilejów", gdyż "narzuca się konieczność (wprowadzenia) regulacji krajowej i międzynarodowej".
Były redaktor naczelny tygodnika "L’Obs" Laurent Joffrin, który obecnie stara się zorganizować francuskie siły lewicowe w nową partię, powiedział w telewizji C-News, że "niezależnie od wszelkich turpizmów Trumpa, prywatna cenzura, jakiej dopuścił się Twitter, powoduje oburzenie i lęk o przyszłość demokracji".
Media społecznościowe krytykowane są również w analizie opublikowanej na stronie internetowej dziennika "Le Monde", jednak nie za cenzurę, ale za to, że ta cenzura jest spóźniona. Według gazety "oficjalny motyw zablokowania (kont prezydenckich) - wpis uznający nieobecność prezydenta na ceremonii przekazywania władzy za możliwe wezwanie do jej zaatakowania – jest śmiechu wart".– czytamy w "Le Monde".