Wielu będzie teraz mówić, że na nielegalne akcje wyszło wielu ludzi. Nie, wyszło mało ludzi, a wielu ludzi głosuje na Putina - powiedział Pieskow w programie w telewizji państwowej Rossija 1.

Reklama

Zauważył, że Rosjanie w zeszłym roku poparli w ogólnokrajowym głosowaniu zaproponowane przez Putina poprawki do konstytucji. Jeśli zestawić cyfry głosujących i protestujących to - jego zdaniem - można zdać sobie sprawę, jak niewielu ludzi uczestniczy w protestach. Pieskow przyznał, że protestujący "to także obywatele Rosji" i zapewnił, że szanuje wszystkie punkty widzenia. Wyraził się jednak kategorycznie przeciwko udziałowi w akcjach sprzecznych z prawem. Nie mogą być one ocenione inaczej niż "naruszenie prawa" - oświadczył.

Przedstawiciel Kremla powiedział, że publikacje na stronie internetowej ambasady USA na temat demonstracji były "w sposób pośredni absolutną ingerencją w sprawy wewnętrzne" Rosji. Stanowiły one "jawne poparcie naruszeń prawa, poparcie akcji odbywających się bez zezwolenia" - ocenił.

Rzecznik Kremla o "Pałacu Putina"

Rzecznik Putina zaapelował, by widzowie materiałów śledczych ogłaszanych przez opozycjonistę Aleksieja Nawalnego "nie pozwolili robić z siebie idiotów". Komentując materiał o luksusowej rezydencji pod Gelendżykiem, którą Nawalny nazywa "pałacem Putina", Pieskow przekonywał, że taki obiekt na pewno istnieje i jest czyjąś prywatną własnością. Ale co ma z tym wspólnego prezydent? - dodał. Przekonywał, że przypisywanie pałacu Putinowi jest "kłamstwem" i należy to oceniać w świetle ataków informacyjnych na prezydenta Rosji.

Pieskow zasugerował też, że sformułowania padające w materiale Nawalnego przy opisie pałacu są w sposób oczywisty błędami przy tłumaczeniu z angielskiego. To jest pytanie: materiał wyjściowy był zapewne po angielsku? Skąd i dlaczego po angielsku? - pytał rzecznik Kremla.

Zapewnił, że władze Rosji wiedziały jeszcze przed ogłoszeniem materiału, iż przygotowywane były tak zwane materiały demaskatorskie; pseudodemaskatorskie, i ataki informacyjne na prezydenta. Ich celem - podsumował Pieskow - jest zdestabilizowanie sytuacji. Wyraził przekonanie, że sytuacja jest jednak stabilna.

Wcześniej w niedzielę rosyjski parlamentarzysta Andriej Klimow powiedział, że istnieją dane mówiące o tym, iż "zagraniczne służby specjalne miały związek z przeprowadzeniem odbywających się bez zezwolenia akcji", które przebiegły w Rosji w sobotę. Klimow wymienił w tym kontekście publikacje na temat demonstracji na stronie internetowej ambasady USA w Moskwie.

Protesty w obronie Nawalnego

W protestach w obronie Nawalnego wzięły udział w ponad stu miastach Rosji tysiące ludzi. Obrońcy praw człowieka poinformowali o bezprecedensowej liczbie zatrzymanych - ponad 3 tysiącach w całym kraju.