- pisze w liście z datą 24 czerwca Andżelika Borys. List jest języku białoruskim, bo, jak ocenia Borys, po polsku "mógłby nie dojść". zauważa szefowa ZPB.
- poinformował. - dodaje.
Działaczka opowiada również, że dostaje listy od ludzi z różnych zakątków Białorusi, a nawet z Moskwy i Petersburga, z wyrazami solidarności. – zaznacza.
Zarzuty i areszt
Borys została zatrzymana w Grodnie 23 marca, najpierw za organizację imprezy kulturalnej, Jarmarku Kaziuki, który władze uznały za "nielegalny". Nie wyszła już jednak z aresztu, bo wszczęto wobec niej i innych działaczy sprawę karną o rzekome "podżeganie do nienawiści". Prokuratura twierdzi, że miała miejsce "rehabilitacja nazizmu".
Oprócz Borys aresztowano jeszcze czwórkę polskich działaczy – Andrzeja Poczobuta, Irenę Biernacką, Marię Tiszkowską i Annę Paniszewą. Trzy ostatnie zgodziły się na uwolnienie pod warunkiem opuszczenia Białorusi i w maju przyjechały do Polski.
Cała piątka została uznana przez białoruskich obrońców praw człowieka za więźniów politycznych.
Borys od chwili zatrzymania przebywała w areszcie, najpierw w Grodnie, potem w Mińsku, a następnie w podmińskim Żodzino. W ostatnim czasie dyrektorka telewizji Biełsat Agnieszka Romaszewska-Guzy informowała o pogorszeniu się stanu zdrowia Andżeliki Borys.