Według AP 26-letnia Wu Huan stara się uniknąć ekstradycji do Chin, ponieważ jej narzeczony Wang Jingyu uznawany jest tam za dysydenta. Oboje przebywają obecnie w Holandii, gdzie ubiegają się o azyl.

Reklama

Willa zamieniona na więzienie?

Kobieta powiedziała amerykańskiej agencji, że w czasie pobytu w Dubaju została porwana z hotelu i zamknięta w willi przekształconej w więzienie. Miała tam zostać zmuszona do podpisania zeznań obciążających jej narzeczonego. Widziała lub słyszała również dwie inne osadzone, które na podstawie wyglądu i akcentu uznała za Ujgurki.

Chińskie władze mierzą się z narastającą krytyką w sprawie kampanii zwalczania terroryzmu i separatyzmu w Sinciangu, gdzie znaczny odsetek ludności stanowią Ujgurzy. Eksperci ONZ zwracali uwagę na wiarygodne doniesienia o nawet ponad milionie Ujgurów i innych muzułmanach zatrzymanych w pozaprawnych obozach.

Według zachodnich mediów w Chinach działa wiele "czarnych aresztów", ale relacja Wu jest pierwszą wskazówką, że Pekin prowadzi taką placówkę na zagranicznej ziemi. AP ocenia, że odzwierciedlałoby to starania władz ChRL o sprowadzenie do kraju zbiegów - niezależnie, czy są oni dysydentami, podejrzanymi w sprawach korupcyjnych czy członkami mniejszości etnicznych.

Nagranie dźwiękowe

Amerykańska agencja nie była w stanie niezależnie zweryfikować relacji Wu, a sama kobieta nie potrafiła wskazać dokładnej lokalizacji domniemanego więzienia. Pokazała natomiast dziennikarzom nagranie dźwiękowe z momentu, gdy chiński urzędnik ją przesłuchuje, a także wiadomości tekstowe, które pod presją wysłała do pastora pomagającego jej i jej narzeczonemu.

Władze Chin i Dubaju nie odpowiedziały na prośbę o komentarz w sprawie rzekomego "czarnego aresztu". AP zwraca uwagę, że w Dubaju przesłuchiwano wcześniej Ujgurów i odsyłano ich do Chin, a według aktywistów emirat ten łączony jest z tajnymi przesłuchaniami obywateli Kanady, Indii i Jordanii.

- Nie ma wątpliwości, że Zjednoczone Emiraty Arabskie aresztowały ludzi w imieniu zagranicznych rządów, z którymi są sprzymierzone. Nie sądzę, żeby odpowiedziały wzruszeniem ramion na wniosek tak potężnego sojusznika (jak Chiny) – powiedziała założycielka organizacji Detained in Dubai, aktywistka Radha Stirling.