W dniu wybuchu wojny 18-letnią Irę Liubarską z Mariupola zbudziła babcia:
Niemcowa opowiada w swym reportażu o bardzo trudnych losach kilkorga młodych ludzi, ale to Ira jest główną bohaterką.
- mówi Ira.
Jej matka znalazła się w części miasta zajętej przez Rosjan i na długo zaginęła.
Pod koniec lutego w domu numer 7 nie było już prądu, dostępu do internetu, wreszcie ogrzewania i gazu. Potem bomba wyrwała dziurę w ścianie mieszkania rodziny Iry. Przenieśli się do garażu. W bombardowaniach zginęli rodzice jej koleżanki, znajomi zostali ranni, ojciec doznał wstrząsu mózgu.
"Mariupol śmierdział martwymi, gnijącymi ciałami"
Wkrótce Mariupol "śmierdział martwymi, gnijącymi ciałami" - mówi dziewczyna.
Ira postanowiła zabrać ojca, który musiał się na niej opierać, koleżankę, kilku sąsiadów i uciekać z miasta na piechotę. Ranną i owdowiałą sąsiadkę Olgę trzeba było wieźć na fotelu inwalidzkim, chory 80-latek był wieziony na noszach na kółkach - opowiada Ira w rozmowie z Niemcową.
Grupka, z którą szła Ira, holując ojca, musiała przejść ponad 15 km, by dotrzeć do granic miasta. - opowiada Ira Niemcowej.
Zanim wydostali się z Mariupola Ira i jej towarzysze przeszli przez 22 punkty kontrolne, gdzie rewidowali i sprawdzali ich albo prorosyjscy separatyści z Doniecka, albo Czeczeńcy. - relacjonuje autorka.
- podsumowuje Niemcowa.