Według CCTV manewry trwały trzy dni. Nie wyjaśniono, czy miały związek z zakończonymi w środę bezprecedensowymi ćwiczeniami chińskiej armii w pobliżu Tajwanu. Władze w Pekinie określały te manewry jako odwet za wizytę przewodniczącej Izby Reprezentantów USA w Tajpej.
Morze Południowochińskie uznawane jest za jedno z potencjalnych punktów zapalnych w Azji Wschodniej. Chiny uznają prawie całe to morze za własne terytorium, co stoi w sprzeczności z roszczeniami Wietnamu, Filipin, Malezji, Brunei i Tajwanu do poszczególnych obszarów akwenu. W 2016 roku międzynarodowy trybunał podważył chińskie roszczenia, ale Pekin nie uznał tego orzeczenia.
Roszczenia Pekinu nasilają tarcia w jego relacjach z Waszyngtonem, który oskarża Chiny o militaryzację morza i zastraszanie okolicznych państw. Amerykańskie okręty regularnie prowadzą na Morzu Południowochińskim tzw. operacje swobody żeglugi, co czasem prowadzi do napięć i incydentów z udziałem jednostek chińskich.
W lipcu chińska flota ogłosiła, że jej okręty "przepędziły" amerykański niszczyciel USS Benfold z obszaru wokół Wysp Paracelskich, który Pekin uważa za swoje wody terytorialne. Później amerykański okręt przepłynął również w pobliżu spornego archipelagu Spratly, a także przez Cieśninę Tajwańską, wywołując protesty Chin. Amerykańska marynarka wojenna podkreśla, że jej okręty działają zgodnie z prawem międzynarodowym.
Dziennikarz. W mediach od ćwierć wieku, pamiętający czasy, gdy papierowe gazety były jeszcze czarno-białe. Dziś zachwycony możliwościami, które daje internet. Uważa, że media powinny być jednocześnie i wolne, i szybkie. Oprócz polityki interesują go tematy społeczne i naukowe. Miłośnik gry słów i półsłówek - także w tytułach. W dzienniku.pl od kwietnia 2020 roku. Prywatnie dumny właściciel niebieskiego busika i przyjaciel psa Kluska.