Dziennik Gazeta Prawana logo
Rosyjsko-ukraińska wojna gazowa zmierza do końca. "Przywrócenie dostaw gazu do Europy może nastąpić już w piątek" - oświadczył szef Gazpromu Aleksiej Miller.

Obie strony osiągnęły dziś porozumienie w tej sprawie. Na Ukrainę pojadą unijni i rosyjscy obserwatorzy, którzy będą sprawdzać, jak Kijów czuwa nad przesyłem błękitnego paliwa.

O tym, że Unia dogadała się z Moskwą w sprawie przywrócenia dostaw gazu ziemnego do państw UE, poinformował wczoraj wieczorem premier Czech Mirek Topolanek, a dziś potwierdził to szef rosyjskiego gabinetu Władimir Putin. Porozumienie udało się zawrzeć w wyniku rozmowy telefonicznej sprawującego w tym półroczu przewodnictwo w Unii Topolanka z Putinem. Gaz - według szacunków Komisji Europejskiej - dotrze do Europy po trzech dniach od odkręcenia kurków.

Co przewiduje porozumienie? Unia Europejska wyśle na Ukrainę misję obserwacyjną. W skład misji wejdą także rosyjscy eksperci, co do końca było kością niezgody między Kijowem a Moskwą. Ukraina nie chciała się na to zgodzić, obawiając się obecności powiązanych z Gazpromem ekspertów we własnych obiektach energetycznych. W piątek doszło do przełomu. "Jesteśmy gotowi do wspólnego monitoringu" - ogłosił doradca prezydenta Wiktora Juszczenki ds. energetycznych Bohdan Sokołowski.

Specjaliści zostaną wysłani do położonych na granicy rosyjsko-ukraińskiej stacjach pomiarowych, gdzie można jasno stwierdzić, jaka jest objętość gazu docierającego na Ukrainę. Gazprom obiecał, że odkręci kurek, gdy tylko misja pojawi się na stacjach.

Wznowienie dostaw dla Europy nie oznacza, że Kijów i Moskwa osiągnęli pełne porozumienie. Nadal nie wiadomo, po jakiej cenie Gazprom będzie w tym roku sprzedawał gaz ukraińskiemu Naftohazowi. Ukraińcy nie chcą słyszeć o 418 czy nawet 450 dolarach, proponowanych przez Rosjan. Kijów w ubiegłym roku płacił 178,5 dolara. "To będzie dla nas oznaczało bankructwo" - mówią. Rosjanie z kolei nie zamierzają się zgodzić na podniesienie opłat za tranzyt gazu na Zachód. Negocjacje trwają. Porozumienie jednak jest zapewne tylko kwestią czasu. Obu stronom coraz bardziej na nim zależy. Ukraina jest już zmuszona korzystać z własnych rezerw. Niektóre zakłady przemysłowe na wschodzie i południu kraju są częściowo pozbawione dostaw gazu. Konflikt powoli zaczyna też uderzać w ludność cywilną. W krymskim Sewastopolu nie grzeją kaloryfery.

Z kolei Rosjanie tracą na kryzysie gazowym 150 mln dol. dziennie, co w sytuacji ostrego kryzysu finansowego i dla Rosji, i dla Gazpromu jest sumą niebagatelną. "Maleją nam wpływy z eksportu, więc te pieniądze są dla nas niezbędne" - mówił w wywiadzie dla radia Echo Moskwy były wiceminister energetyki Władimir Miłow.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Michał Potocki
Michał Potocki
Dziennikarz i redaktor DGP. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraCoraz bliżej końca wojny gazowej »
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj