Amerykański think tank analizuje przemówienie Władimira Putina podczas obchodów rocznicy przerwania blokady Leningradu w 1943 roku.
– ocenia ISW.
Rosyjski dyktator mówił m.in., że wojska sowieckie pokonały Niemcy, które dokonywały ludobójstwa Leningradu i przeprowadzał analogie z „walką z neonazistami” w ukraińskim Donbasie.
Odbudować poparcie
Według analityków Putin dąży najprawdopodobniej do ukształtowania nowych przekazów informacyjnych, by odbudować poparcie dla rosyjskiej inwazji, a także by odzyskać kontrolę nad przestrzenią informacyjną.
Jednocześnie eksperci oceniają, że takie przemówienie świadczy o tym, iż Putin „jest w dalszym ciągu niepewny swoich możliwości kształtowania przestrzeni informacyjnej”. pisze ISW.
W podobnym duchu jak Putin, zauważają eksperci, wypowiadał się w środę minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow, jednak jego tezy było mocniej postawione, co może świadczyć o tym, że Kreml chce przekierować krytykę na innych przedstawicieli władz i chronić przed nią Putina.
„Ludobójstwo” narodu rosyjskiego
Jak pisze think tank, Ławrow oskarżał Ukrainę i Zachód o „ludobójstwo” narodu rosyjskiego i budowanie zachodniej koalicji, dążącej do „ostatecznego rozwiązania kwestii rosyjskiej”, porównując te działania do niemieckiego ludobójstwa Żydów w czasie II wojny światowej.
– ocenia ISW. Ma to służyć zwiększeniu poparcia dla wojny i gotowości do wyrzeczeń w związku z niesprowokowaną rosyjską agresją i dążeniem do zdobyczy terytorialnych.
- zaznacza ISW.
Ukraińska suwerenność
Zarówno Putin, jak i Ławrow negują ukraińską suwerenność i odrzucają bezpośrednie negocjacje. Putin mówił o ukraińskim terytorium jako „historycznych terenach Rosji”. Ławrow z kolei wskazywał, że nie może być rozmów z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim, lecz powinny się one toczyć z Zachodem, który „kontroluje Ukrainę”.
ISW odnotowuje kolejną krytyczną wypowiedź Jewgienija Prigożyna, szefa najemniczej Grupy Wagnera, który w opinii ekspertów prowadzi walkę o wpływy w Rosji, próbując przekonywać opinię publiczną i część elit, że jest w stanie prowadzić wojnę skuteczniej niż resort obrony.
Tym razem Prigożyn skrytykował nie tylko ministerstwo obrony, ale także bezpośrednio administrację Putina, insynuując, że część jej pracowników to zdrajcy, którzy chcą, by Rosja przegrała wojnę. Mówił m.in. - jak pisze ISW - że „część kremlowskich urzędników sprzeciwia się zablokowaniu w Rosji platformy YouTube, bo to zaszkodziłoby ich wysiłkom na rzecz wznowienia relacji z USA po tym, jak Rosja przegra wojnę”. Wytykał im również, że ci „zdrajcy” mieszkają na Zachodzie i jeżdżą tam na wakacje, a także „wspierają Zachód wszelkimi możliwymi sposobami”.