Kolumbia odetchnęła z ulgą równo rok temu. Zginął wtedy Manuel Marulanda, przywódca antyrządowych . Bojownicy zwali go "Pewną ręką". Wtedy liczono, że może być to śmiertelny cios dla komunistycznej patryzantki, która od dziecięcioleci sieje terror i destabilizuje Kolumbię.
Kilka miesięcy potem władze pochwaliły się kolejnym sukcesem. W brawurowej akcji uwolniono Ingrid Betancourt. Porwano ją w 2002 roku, gdy jako kandydatka na prezydenta Kolumbii prowadziła na kontrolowanych przez rebeliantów terytoriach kampanię wyborczą. Uwolnienie odebrano jako dowód słabości organizacji.
>>>Bojownicy FARC uciekają do Francji
Ale w rok po tamtych wydarzeniach sytuacja najwyraźniej się odwróciła. Po przywództwem , FARC się przegrupowała i przystąpiła do ofensywy.
W zeszłym tygodniu na północnym-wschodzie kraju, przy granicy z Wenezuelą . W sobotę i niedzielę przeprowadzili ataki z drugiej strony Kolumbii przy granicy z Ekwadorem. Najpierw urządzili zasadzkę na oddział żołnierzy. Otoczyli ponad 30 z nich. W wymianie ognia . W tym samym czasie w regionie Samaniego pod posterunkiem policji eksplodowała bomba. Raniła dwóch policjantów.
Jak twierdzą specjaliści . Nasilił zasadzki na terenach wiejskich i ataki na większe miasta. Skoncentrował się też na walce na terenach przygranicznych. Dla przetrwania organizacji szczególnie ważne są rejony położone w pobliżu Ekwadoru. Koncentruje się tam , dzięki której FARC ma środki na prowadzenie walki.