Po odbyciu kuracji w klinice doktora Janga Jonksina Nie musi już zażywać Przynajmniej tak twierdzi sam charyzmatyczny założyciel kliniki odwykowej dla siecioholików w prowincji Szantung we wschodnich Chinach. Niemal . I to bynajmniej nie dlatego, że nie mogli wysłać maila.
>>>Chińscy cyberszpiedzy atakują cały świat?
W klinice pana Janga czy zamknięcie drzwi od łazienki na zamek. Pacjenci - w każdym momencie jest ich około 100 - zostają "członkami sojuszu" mającego na celu wyleczenie z nałogu. Nie wolno im mówić o praktykach leczniczych doktora. Ale najwyraźniej i było ponad siły niektórych pensjonariuszy.
>>>Niedługo będą nam wszczepiać czipy pod skórę
"Dzieci potrzebują uwagi i miłości" - tłumaczy Tao Ran, założyciel pierwszej kliniki uzależnień sieciowych w Państwie Środka. Ale społeczny. Według badań władz z 2007 roku . Symptomy uzależnienia to m.in. depresja, słabość mięśni, omdlenia i anoreksja.
>>>Chiny wzmocniły Wielki Mur. W Internecie
Dlatego rodzice wolą bardziej zdecydowane działania. Tysiące ludzi wierzą, że pan Jang jest skuteczny i za 600 funtów miesięcznie (ponad 3 razy więcej niż wynosi średnia płaca w chińskim mieście). W kilku miejscowościach zdesperowani ludzie , a administratorzy gier online muszą instalować system uniemożliwiający nastolatkom zabawę dłużej niż trzy godziny dziennie.