Kraje członkowskie organizacji nazywanej „wschodnim NATO”, czyli Rosja, Białoruś, Kazachstan, Uzbekistan, Tadżykistan i Kirgistan, miały dziś podpisać deklarację na temat utworzenia specjalnych sił szybkiego reagowania. Nieobecność białoruskiego dyktatora torpeduje inicjatywę.
To efekt „wojny mlecznej”, jaka wybuchła między dwoma formalnymi sojusznikami. Moskwa zakazała wwozu do Rosji białoruskich produktów mlecznych, czym rozeźlila Łukaszenkę. - głosi oświadczenie białoruskiego MSZ.
Wcześniej w sobotę Łukaszenka wezwał swoich ministrów, by przygotowali grunt pod wznowienie kontroli celnych na granicy z Rosją, z którą Białoruś pozostaje formalnie w konfederacji.
Choć Rosjanie decyzję o zakazie importu białoruskiego mleka uzasadniali względami zdrowotnymi, w rzeczywistości zadecydowały powody polityczne. Łukaszenka zasugerował wówczas, że to z powodu odmowy uznania niepodległości Abchazji i Osetii Południowej.