Dziennik Gazeta Prawana logo

Z tą bronią Rosjan Ukraińcy mają spory problem. Ekspert: Może nie jest aż tak precyzyjna, ale...

7 grudnia 2023, 08:20
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Rosyjski żołnierz
Rosyjskie bomby korygowane stanowią dla ukraińskiej armii coraz większy problem/ShutterStock
Rosjanie szeroko wykorzystują na linii frontu lotnicze bomby korygowane, które może nie są aż tak precyzyjne, ale mają dużą siłę rażenia i pozwalają bezpiecznie atakować z dużej odległości - ocenił Mariusz Cielma, analityk ds. wojskowości. Dodał, że dla Ukraińców to obecnie duży problem.

Korygowane bomby lotnicze to narzędzia stosunkowo proste, ale Ukraina nie ma obecnie uzbrojenia, może prócz niemieckich systemów artyleryjskich, które pozwoliłoby jej się skutecznie bronić przed dość masowymi atakami z zastosowaniem tej broni – powiedział Mariusz Cielma, redaktor naczelny "Nowej Techniki Wojskowej".

"Rosyjskie bomby korygowane"

Rzecznik ukraińskich Sił Powietrznych mówił w ostatnią niedzielę (3 grudnia), że rosyjskie bomby korygowane to „realny problem” dla sił ukraińskich. Taka bomba nie jest precyzyjna, ale waży 500 kg. Zawiera dużo materiału wybuchowego, a Rosjanie uderzają nimi masowo. Były już sytuacje, gdy dziennie spadało do stu takich bomb – mówił Jurij Ihnat o sytuacji na froncie na południu kraju.

KAB (korygowana bomba lotnicza) to w tym wydaniu zwykła bomba odłamkowo-burząca, do której zamontowano skrzydełka i moduł nawigacji satelitarnej. Jest zrzucana z bombowca taktycznego z dużej wysokości, a następnie szybuje, korygując lot na wskazany cel – tłumaczy Mariusz Cielma. Jak wyjaśnia, jest to "proste rozwiązanie", które umożliwia Rosjanom operowanie bez konieczności podlatywania nad cel lub blisko linii frontu, gdzie działa ukraińska obrona przeciwlotnicza.

Ekspert: Rosyjskie lotnictwo nie operuje już blisko frontu

W ubiegłym roku widzieliśmy wiele nagrań z klasycznymi bombardowaniami, gdzie samolot nadlatuje nad cel i zrzuca typową bombę grawitacyjną. To jednak czyniło z rosyjskich samolotów łatwy cel dla sił ukraińskich i po jakimś czasie zauważyliśmy, że rosyjskie lotnictwo taktyczne nie operuje już blisko linii frontu – wyjaśnia ekspert.

Mniej więcej wiosną strona ukraińska zaczęła informować o tym, że Rosjanie zaczęli używać bomb z modułem UMPK, umożliwiających atakowanie celów z odległości kilkudziesięciu kilometrów, czyli z dala od linii frontu. W ostatnim czasie te ataki stały się bardziej zmasowane. Bomby korygowane to nie jest nic nowego, na Zachodzie są stosowane od dawna. Nie wymagają zaawansowanej technologii - Rosjanie wykorzystują przy tym klasyczne bomby, których mają dużo, do tego montują prosty moduł, skrzydła i stateczniki. Taka bomba nawet jeśli ma kilkadziesiąt metrów błędu w trafieniu, to "nadrabia" to masą ładunku. Bomby z takimi modułami najczęściej ważą 500 kg, czasami to jest 250 kg – mówi Cielma.

Takie bomby to problem. To jest mały obiekt, leci szybko. Samolot, który je odpala, jest oddalony o kilkadziesiąt km od celu, musi znajdować się na bardzo dużej wysokości, bo ta bomba ma szybować, ona nie posiada autonomicznego silnika. Ale Ukraińcy nie posiadają obecnie samolotów czy systemów naziemnych, którymi mogliby zestrzeliwać rosyjskie bombowce z tak dużej odległości - dodaje ekspert. Rosjanie atakują zazwyczaj grupami złożonymi z kilku maszyn, bombowców taktycznych, najczęściej Su-34. Do tego w grupie lecą śmigłowce Mi-8, które prowadzą walkę radioelektroniczną, zagłuszają radary. Oprócz tego są myśliwce Su-35S, których zadaniem jest z kolei zestrzeliwanie ukraińskich myśliwców. To jest całkiem rozbudowana grupa bojowa – mówi Cielma. 

"Wiadomość dla zachodnich partnerów"

To także wiadomość dla naszych zachodnich partnerów, że potrzebujemy broni, systemów obrony powietrznej dalekiego zasięgu i jak najszybciej samolotów F-16, które mogłyby walczyć z rosyjskimi samolotami – apelował Jurij Ihnat. Gdyby Ukraińcy mieli F-16 z rakietami średniego zasięgu, czyli ponad 100 km, to mieliby szanse, żeby zestrzeliwać te rosyjskie bombowce. To nie rozwiązałoby całkowicie tego problemu, ale bardzo by utrudniło życie Rosjanom. Wiadomo, że jeśli Ukraińcy wypuszczą F-16, to po drugiej stronie spotkają rosyjskie myśliwce, które też będą na nie polować. Teraz jednak przewaga jest po stronie rosyjskiej – mówi Mariusz Cielma.

Przypomina, że w maju Ukraińcom udało się skutecznie zaatakować rosyjską lotniczą grupę bojową na północy Ukrainy, jednak wtedy było to możliwe dzięki zasadzce z użyciem systemu Patriot. Ukraina ma ich za mało i musi ich używać do obrony kluczowych miast – Kijowa, prawdopodobnie Odessy. Na froncie na południu Patriotów nie ma – konstatuje Cielma.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj