Izrael, jak pisze "Daily Telegraph", miał już gotowe plany potężnego ataku na Iran. Rząd Netanjahu planował atak lotniczy na kilkanaście wojskowych celów. W ostatniej jednak chwili Jerozolima posłuchała argumentów USA, Wielkiej Brytanii i Niemiec i uznała, że taki atak faktycznie zacząłby na Bliskim Wschodzie regularną wojnę.

Reklama

Przebieg ataku

Dlatego najpierw wystrzelono małe drony, które miały oszukać irańską ochronę przeciwlotniczą, a potem w ramach pokazu siły odpalono dwie rakiety z samolotów, lecących daleko poza irańską przestrzenią powietrzną. Jedna zniszczyła baterię przeciwlotniczą, druga miała trafić w inny cel, ale Izrael uznał, że zniszczenia będą zbyt duże, więc wydano jej rozkaz samozniszczenia.

Demonstracja siły

Ten atak, jak wyjaśnia "Daily Telegraph" miał po pierwsze nie wywoływać wojny, po drugie miał pokazać Iranowi, że nawet jego najnowsze systemy przeciwlotnicze nie stanowią żadnego wyzwania dla izraelskich pocisków. A po drugie, że Izrael może w każdej chwili uderzyć na irańskie instalacje atomowe.