Dziennik Gazeta Prawana logo

Nowa ofensywa Ukrainy. Amerykańskie wsparcie wywiadowcze niezbędne

25 września 2025, 06:46
[aktualizacja 25 września 2025, 06:49]
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Ukraiński żołnierz
Ukraiński żołnierz/Shutterstock
Prezydent USA Donald Trump został poinformowany o tym, że Ukraina przygotowuje nową ofensywę i będzie potrzebowała wsparcia wywiadowczego – napisał w środę amerykański "Wall Street Journal", powołując się na źródła. Trump wyraził przekonanie, że Ukraina przy wsparciu ze strony UE jest w stanie odzyskać swoje terytorium w pierwotnej formie.

Dziennik zaznaczył, że Donald Trump ostatnie dni spędził w otoczeniu przedstawicieli władz, którzy od dawna opowiadają się za silniejszym stanowiskiem dotyczącym Ukrainy, w tym specjalnego wysłannika ds. Ukrainy Keitha Kellogga i nowego ambasadora USA przy ONZ Mike'a Waltza.

Nieznaczne postępy Rosji

Rozmówcy poinformowali prezydenta o obecnych warunkach na polu bitwy i zaznaczyli, że postępy rosyjskie są nieznaczne – przekazały dwa źródła, zaznajomione z sytuacją.

Nowa ofensywa Ukrainy przy wsparciu USA

Trumpa również poinformowano o planowanej ukraińskiej ofensywie, która będzie wymagała amerykańskiego wsparcia wywiadowczego – utrzymują źródła.

Zwrot Trumpa w sprawie Ukrainy

We wtorek, po spotkaniu z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim, Trump wyraził przekonanie, że Ukraina przy wsparciu ze strony UE jest w stanie odzyskać swoje terytorium w pierwotnej formie.

Przedstawiciele amerykańskich władz, na których powołuje się dziennik, przekazali, że celem wpisu miało być wywarcie nacisku na Władimira Putina, by zawarł porozumienie, gdyż od czasu spotkania liderów na Alasce nie poczyniono w tej kwestii postępów.

Gazeta podkreśliła, że do zmiany tonu wypowiedzi Trumpa doszło na tle niepowodzeń Rosji w osiąganiu znaczących sukcesów na polu bitwy, spowolnienia gospodarczego w Rosji i skoordynowanych wysiłków Zełenskiego, aby pozyskać poparcie prezydenta USA.

Zmiana w retoryce, nie w polityce

Urzędnicy utrzymują, że Trump dokonał jedynie zmiany retorycznej, a nie zmiany w polityce. Prezydent nadal zezwala na sprzedaż broni Ukrainie, ale ogranicza użycie amerykańskiego uzbrojenia do ataków na terytorium Rosji.

Prezydent USA Donald Trump nagle twierdzi, że zmienił zdanie w sprawie Ukrainy i wydaje się sygnalizować, że ma dość Kremla. Ten zwrot o 180 stopni to raczej zasłona dymna, kryjąca zamiar normalizowania stosunków z Rosją – uważa publicysta miesięcznika "Atlantic" Tom Nichols.

Trump zawsze był ugodowy i pełny szacunku wobec rosyjskiego przywódcy Władimira Putina, wręcz ułatwiał mu prowadzenie wojny przeciw Ukrainie. Ale po spotkaniu z prezydentem Ukrainy Wołodymrem Zełenskim ogłosił na swej platformie Truth Social, że zmienia główne założenia swojej polityki wobec Moskwy i Kijowa. "Ale czy na pewno?" – powątpiewa autor tekstu.

Można zakładać, że Trump po prostu nie lubi być upokarzany przez Kreml, który nie zasygnalizował, że ma zamiar wziąć pod uwagę apele prezydenta USA o zakończenie wojny. Ale takie wytłumaczenie byłoby mało prawdopodobne, ponieważ Trump "zawsze wykazywał dużą odporność na bycie obrażanym przez Putina" – przypomina Nichols.

Prezydent co najwyżej przeszedł kolejny atak złości i zagroził w związku z tym, że zrezygnuje z roli mediatora, ale bardziej prawdopodobne jest niestety, że – jak ocenił dziennik "New York Times" – Trump "umywa ręce od tego konfliktu" – pisze autor. Taką samą tezę wysuwa w swym komentarzu brytyjski tygodnik "Economist".

Putin, jak inni światowi przywódcy, nie traktuje Trumpa poważnie i nie ma raczej zamiaru przestać mordować niewinnych Ukraińców, więc prezydent USA nie może zbić żadnego politycznego kapitału na próbach skłonienia go do negocjacji. Znudzony i zmęczony państwami, które nie przyczynią się do zagwarantowania mu Nagrody Nobla, Trump wydaje się tracić zainteresowanie wojną, którą przestał uważać za godną swej uwagi – wyjaśnia publicysta "Atlantic".

Ostrzega jednak, że wyjaśnienie nagłej zmiany w nastawieniu prezydenta do Ukrainy "może być gorsze".

To nowe narzekanie na Rosję może przykrywać zamiar znormalizowania stosunków administracji Trumpa z Kremlem, a cały spektakl dotyczące rozczarowania Rosją, to jedynie działanie na pokaz, mające przekonać Amerykę i tych polityków w USA, którzy są "jastrzębiami w stosunku do Rosji", że potrafi być twardy wobec Putina – ocenia Nichols.

Zastrzega, że jak zwykle niczego nie można być pewnym na podstawie słownych deklaracji Trumpa, a jedyny sposób, w jaki świat mógłby się dowiedzieć, jaki jest naprawdę stosunek prezydenta do Ukrainy, to gdyby postanowił on zdecydowanie wesprzeć ją sprzętem wojskowym i pieniędzmi oraz jednoznacznie ogłosić, że Ameryka jest po stronie NATO.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj