Dziennik Gazeta Prawana logo

Pogrom kielecki: fałszywa pogłoska wyzwoliła falę przemocy

upamiętnienie ofiar pogromu przed kamienicą przy ul. Planty 7
Upamiętnienie ofiar pogromu przed kamienicą przy ul. Planty 7 w Kielcach/PAP
4 lipca 1946 r. w Kielcach zamordowano 41 osób, w tym 37 pochodzenia żydowskiego. "W relacjach międzyludzkich istnieje cienka bariera, po przekroczeniu której człowiek staje się dla drugiego wrogiem" - powiedział prof. Stanisław Krajewski. W 80. rocznicę pogromu kieleckiego wskazał, że społeczeństwo nie jest dziś bardziej odporne na dezinformację.

W sobotę przypada 80. rocznica pogromu kieleckiego - jednej z najtragiczniejszych zbrodni na ludności żydowskiej w powojennej Polsce. 4 lipca 1946 roku w kamienicy przy ul. Planty 7 i jej okolicach zginęło - według ustaleń Instytutu Pamięci Narodowej - 37 osób narodowości żydowskiej i troje narodowości polskiej. Inne źródła podają, że zginęły 42 osoby lub 43. Wśród zabitych byli m.in. dopiero co uwolnieni więźniowie hitlerowskich obozów koncentracyjnych i sowieckich łagrów oraz zdemobilizowani żołnierze dywizji kościuszkowskiej. Bezpośrednim impulsem do wybuchu przemocy była fałszywa pogłoska o porwaniu i zamordowaniu przez Żydów chrześcijańskiego chłopca.

Pogrom w Kielcach przestrogą dla współczesnego społeczeństwa

Profesor Stanisław Krajewski z Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego, współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, ocenił w rozmowie z PAP, że wydarzenia sprzed 80 lat pozostają przestrogą również dla współczesnego społeczeństwa. "W relacjach międzyludzkich istnieje cienka bariera, po przekroczeniu której człowiek staje się dla drugiego wrogiem. To, że jedni ludzie są nam bliżsi, a inni pozostają obcy, jest naturalne. Problem zaczyna się wtedy, gdy w drugim człowieku zaczynamy widzieć sprawcę naszych nieszczęść" - powiedział.

Fałszywa pogłoska przyczyną wielkiej tragedii

Jak zaznaczył, nie ma prostych sposobów zapobiegania takim zjawiskom. Kluczowe jest jednak uświadomienie sobie, że negatywne emocje mogą narastać pod wpływem plotki lub fałszywej informacji i prowadzić do zachowań przekraczających normalne granice. Odnosząc się do wydarzeń z 4 lipca 1946 roku, profesor wskazał, że bezpośrednim impulsem do wybuchu przemocy była fałszywa pogłoska o porwaniu dziecka. "To był absolutny fake - całkowicie fałszywa plotka o rzekomym porwaniu i zabiciu dziecka przez Żydów. Opierała się ona na dawnych uprzedzeniach i mitach o mordach rytualnych, które wielokrotnie były prostowane, nawet przez papieży. Mimo to fatalny zbieg okoliczności doprowadził do wybuchu strasznych zachowań" - powiedział PAP.

Prof. Krajewski zwraca uwagę, że postęp technologiczny wcale nie idzie w parze z większą czujnością społeczeństwa. "Wręcz przeciwnie. Społeczeństwo nie jest dziś bardziej odporne na dezinformację niż 80 lat temu, a internet sprawia, że fałszywe informacje rozprzestrzeniają się znacznie szybciej. Złowroga plotka może dziś rozprzestrzenić się w ciągu sekund i wywołać emocje na znacznie większą skalę niż kiedyś. Pogrom pozostaje przestrogą przed siłą dezinformacji i uprzedzeń" - ocenił.

Ofiary pogromu w Kielcach

4 lipca 1946 r. w Kielcach, poza wydarzeniami na Plantach, doszło także do innych zajść, których ofiarami padli obywatele narodowości żydowskiej. Na tle rabunkowym zamordowano mieszkankę Kielc pochodzenia żydowskiego Reginę Fisz i jej kilkutygodniowe dziecko. Zgodnie z ustaleniami pionu śledczego IPN podczas pogromu w Kielcach, w którym uczestniczyli cywilni mieszkańcy miasta, milicjanci i żołnierze, zginęło 37 osób narodowości żydowskiej i troje narodowości polskiej. Rannych zostało 35 Żydów. Po pogromie władze komunistyczne wykorzystały wydarzenia w kampanii propagandowej wymierzonej w podziemie niepodległościowe, Polskie Stronnictwo Ludowe, Kościół oraz władze RP na uchodźstwie. Wywołana pogromem fala paniki doprowadziła do emigracji z Polski około 70 tys. Żydów. Okoliczności i przebieg pogromu pozostają przedmiotem badań historyków oraz debat naukowych.

Kłamstwo wyzwoliło falę przemocy

Wstępem do pogromu było zaginięcie ośmioletniego Henryka Błaszczyka. 3 lipca po dwóch dniach nieobecności, wrócił do domu. Był u krewnych 20 km od Kielc, ale ojcu opowiedział historyjkę o swoim rzekomym uwięzieniu w piwnicy budynku przy ul. Planty 7 w Kielcach. Znajdowała się tam siedziba miejscowego Komitetu Żydowskiego i tymczasowy azyl dla Żydów przejeżdżających przez miasto. Komendant kieleckiej milicji postanowił sprawdzić wersję chłopca i wysłał na ul. Planty patrol, któremu towarzyszyli Henryk i jego ojciec. Na miejscu okazało się, że kamienica nie ma piwnicy, ale wiadomość o rzekomym porwaniu chłopca rozeszła się po mieście. W przekazywanej z ust do ust wersji mowa była już o kilkudziesięciu dzieciach, rzekomo porywanych i zabitych, żeby ich krew mogła być wykorzystana dla celów rytualnych.

Procesy po pogromie kieleckim

Wiadomość o pogromie kieleckim błyskawicznie rozeszła się po kraju i odbiła się też głośnym echem za granicą. Z tego powodu władze, by zrzucić z siebie odpowiedzialność za tę sprawę, próbowały winę przypisać niepodległościowemu podziemiu. Z kolei tam pojawiła się teoria o prowokacji władz. Miało im rzekomo zależeć na odwróceniu uwagi społeczeństwa od innych spraw, takich jak sfałszowanie wyników referendum z 30 czerwca. Aresztowanych zostało kilkadziesiąt osób, w tym milicjanci, żołnierze KBW i przedstawiciele lokalnych władz. Pierwszy proces odbył się już 9 lipca, nazajutrz po pogrzebie ofiar pogromu. Oskarżonymi byli m.in. gospodyni domowa, stolarz, brukarz, goniec, fryzjer, szewc, ślusarz, piekarz, woźny, b. zawodowy żołnierz i dwaj milicjanci. Jeden z oskarżonych był chory psychicznie. Z dwunastu osądzonych dziewięciu zostało skazanych na śmierć, a wyroki wykonano już 12 lipca.

W sumie w jedenastu procesach przed sądem stanęło 49 osób: 30 mundurowych i 19 cywilów. Zarzuty dotyczyły m.in. bicia, kradzieży mienia, rozpowszechniania wiadomości powodujących rozszerzenie się zajść, nawoływania do waśni narodowościowych. W kolejnych procesach nikt nie został skazany na karę śmierci, a jedna osoba usłyszała wyrok dożywocia. Ogłaszano też kary kilkuletniego więzienia, także w zawieszeniu. Niektórych oskarżonych uniewinniono. Sądzeni byli m.in. szef Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (WUBP) w Kielcach, komendant wojewódzki MO i jego zastępca. Dwóch z nich uniewinniono, jeden usłyszał wyrok roku więzienia, ale po kilku miesiącach warunkowo wyszedł na wolność.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Beata Zatońska
oprac. Beata Zatońska

Beata Zatońska, dziennikarka, autorka książek, miłośniczka i znawczyni Włoch oraz filmoznawczyni. Współautorka bloga italianki.pl oraz m.in. książki "Zmontowani". W Dziennik.pl zajmuje się tematyką show-biznesową oraz lifestylową.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraPogrom kielecki: fałszywa pogłoska wyzwoliła falę przemocy »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj