Dziennik Gazeta Prawana logo

"Wygonili mnie ze szpitala w piżamie"

27 maja 2008, 04:37
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Wygonili mnie ze szpitala w piżamie"
Inne
Znieczulica i bezmyślność. Inaczej nie można nazwać upokorzenia, jakie przeżył Stanisław Niedźwiecki z Białegostoku. W Boże Ciało kazano mu wyjść ze szpitala tak, jak stał - w kapciach i piżamie. Nie oddano mu w ogóle jego ubrania - pisze "Fakt".

"Szliśmy z żoną przez miasto, a ludzie spoglądali na mnie tak dziwnie" - żali się pan Stanisław. "Drżałem z zimna, było mi tak przykro..." - opowiada. "Potraktowali nas jak śmieci" - dodaje jego żona, Halina.

Nie jakość leczenia, brak pieniędzy czy niedoinwestowane, ciasne szpitale są największą bolączką polskiej służby zdrowia. Jej największym grzechem jest bezmyślność, rutyna i biurokracja, która najbardziej poniża pacjentów. Tak jakby mieli odczuć, że są niczym - ostro komentuje całe wydarzenie "Fakt".

I nic dziwnego, bo pan Stanisław jest inwalidą wojennym. Cierpi na wiele chorób - ma problemy z sercem i innymi narządami, słabo widzi i ledwo chodzi. Każde wyjście z domu to dla niego prawdziwa wyprawa połączona z bólem - pisze "Fakt".

Dwa tygodnie temu 80-latek poczuł tak potworny ból w podbrzuszu, że trafił na oddział urologii Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego im. J. Śniadeckiego w Białymstoku. Diagnoza: polipy w jelitach. Konieczna była operacja. Udała się. Po kilku dniach miał wrócić do domu - pisze "Fakt". W środę, przed Bożym Ciałem, lekarz stwierdził, że chciałby go jeszcze dzień zatrzymać na obserwacji. Pan Stanisław miał wrócić do domu w czwartek. W Boże Ciało o umówionej godzinie przyszła żona. Ale okazało się, że to nie takie proste opuścić szpital.

"Od pielęgniarki usłyszałam, że nie wydadzą ubrań męża, bo jest święto i nie ma nikogo, kto mógłby to zrobić. Myślałam, że to żart. Na dworze było kilka stopni, a oni zostawili go w samej piżamie i kazali wracać do domu. To jakiś koszmar!" - mówi "Faktowi" pani Halina. Szukała pomocy u innych pracowników szpitala, ale nikt nie chciał wydać ubrań męża.

"Przecież to zajęłoby kilka sekund. Jak można tak traktować pacjenta?" - denerwuje się pan Stanisław. "Powiedziano mi, że w święta ubrań nie wydają. Wypisali mnie ot tak, jak stałem i powiedzieli <do widzenia>" .

"Gdybym wiedziała, to bym przecież zabrała ubrania z domu" - dodaje jego żona. "Nie stać mnie na jeżdżenie taksówką. I tak nie wystarcza nam na leki".

Wzięła męża pod rękę i ostrożnie wyprowadziła. Przechodnie nie wierzyli własnym oczom, widząc, starszego mężczyznę w samej piżamie.

Tak państwo Niedźwieccy musieli przejść kilkaset metrów do postoju taksówek. Pojechali na swoje osiedle Dziesięciny na drugim końcu miasta. "Następnego dnia odebrałam ubranie. Nikt nas nawet nie przeprosił!" - wzdycha pani Halina.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj